Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Płomień

Zadyszany Tasznik skinął głową, wycierając miecz z krwi dopiero co zabitego Rębajca. Był moim rówieśnikiem. Równy mi wzrostem i posturą, choć w sądach pochopniejszy i do swar bardziej skłonny. Dla niego także ucieczka była ujmą, lecz, podobnie jak ja, poddany był całkowicie klątwie posłuszeństwa.

- Jestem gotowy - odpowiedział ojcu. - Pójdziemy przez Susłowe Wzgórza, a potem...

Nagle Tasznik przerwał i odepchnął mnie, prawie powalając na ziemię. Kątem oka spostrzegłem grot włóczni tnący powietrze tuż przy mojej skroni. Obróciliśmy się wszyscy w kierunku napastnika.

Rębajcy zwykle są licho odziani w łachmany z lnu i kozich skór. Często noszą kościane naszyjniki. Ozdoby z żywicy nigdy ich nie interesowały. Zrujnowali swój kraj i wszelki łupieżczy wysiłek kierowali na zdobycie pożywienia.

gdańsk przewodnik słowianie białej wody

Ten człowiek był jednak zupełnie inny. Wyższy od każdego Rębajca o głowę i o wiele potężniejszy. W czarnej kolczudze. Wszystkie stawy chronione żelaznymi płytami. Na głowie szłom zwieńczony piórami orłana, a w ręku czerwone od krwi potężne ostrze. Wichman Popielnik! Choć tylko z opowieści, znali go wszyscy.

Jego drużyna zwała się Popielne Szeregi, albo po prostu Popiołcy. Mówi się, że przybyli na ziemie Rębajców ze wschodu, zza Miedzianych Gór, gdy posadowieni na lichej i nieumiejętnie uprawianej ziemi Rębajcy zaczęli już przymierać głodem.

Przybysze znaleźli posłuch wśród tego ludu. Przynieśli słowa, które zrozpaczeni Rębajcy chcieli usłyszeć: kto jest winny ich niedoli, kogo trzeba ukarać, a kto przyniesie dostatek i szczęście. W krótkim czasie Popiołcy stali się w widłach Trzcianki przywódcami i bezwzględnymi tyranami.

Przytłoczeni potężnym cieniem Wichmana staliśmy osłupiali. Tylko ojciec zachował tyle przytomności, by działać. Siłą wepchną nas między chaty.

- Do Żaków! - rozkazał ponownie, odwrócił się i z wściekłością natarł na Popiołca.

- Ojcze! - chciałem krzyknąć, lecz przez mur posłuszeństwa przebił się tylko słaby głos. Tasznik odciągał mnie od płonącej osady, klucząc wśród zabudowań i zarośli. Oddalaliśmy się od zgiełku bitwy, a z każdym krokiem tumult stawał się coraz cichszy.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później