Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Na szali

Od kiedy pamiętam mędracy i żercy spierali się o rząd dusz na Półwyspie. Pierwsi nieśli między chaty światło wiedzy, pomagając gospodarzom lepsze plony zbierać i choroby leczyć, za co lud był im wdzięczny. Lecz często ich wiedza zawodziła. Tylko żercy potrafili pocieszyć matkę konającego dziecka, skupić wszystkich na wspólnej modlitwie, gdy deszcz nie przychodził i w bogów opiece znaleźć otuchę.

Jakże dziwnie musiał się w tym wszystkim czuć Tasznik... Jego ojciec - wielki przyjaciel żerców, powszechnie szanowany za swą prawość i wiarę - zasłynął ufundowaniem wielu ochronek i przytulisk dla ubogich przy kącinach. Matka zaś stała się pierwszą niewiastą, która wśród mędraków zdobyła najwyższe zaszczyty. To jej Żywicze zawdzięczają swój największy skarb - kalendarz, który wyznacza gospodarzom pory siewów i zbiorów. Wychowywany przez takich rodziców miał Tasznik wszelkie szanse, aby stać się wybitnym wodzem, duchowym przywódcą lub uczonym. Los jednak chciał inaczej. Nie minęło pięć lat życia Tasznika, gdy stracił najpierw matkę, a ledwie kilka tygodni później ojca. Choć dalsi krewni otoczyli go troskliwą opieką nie umieli okiełznać jego duszy. Nikt nie potrafił przekazać mu, że duch i rozum mogą istnieć w jedności. Ja, swoim rodzicom za tę mądrość jestem wdzięczny...

Ojciec nie miał dla mnie wiele pobłażania. Wyznaczył nauczycieli, ciągle sprawdzał postępy. Poprawiał, wyjaśniał. Rugał częściej niż chwalił. Zadania z rachunków, map, upraw i sztuki rządzenia musiałem rozwiązywać bezbłędnie. Mimo całej surowości musiałem jedno mu przyznać. Nigdy nie odmawiał rozmowy, gdy jej potrzebowałem, a na moje pytania odpowiadał szczerze, radując się, gdy okazywały się mądre.

- Ojcze - zagadnąłem kiedyś, znużony kolejnym trójkątem, który przyszło mi rozwikłać. - Kto ma rację: żercy czy mędracy ?

- Większość ludzi tak właśnie widzi świat. Albo mędracy, albo żercy. A co jeśli jedni i drudzy mają rację? Albo ani jedni ani drudzy ?

- Jak to?! - zdziwiłem się.

- Spójrz na mędraków, na przykład na twojego nauczyciela. Chmiel rozumem się kieruje i tylko rozumowi ufa. Ale ja go długo obserwuję. Znasz jego córkę, Borówkę ?

- Znam. - Jak zwykle, gdy wymienił jej imię zaczerwieniłem się, a ojciec jak zwykle udał, że tego nie zauważył.

- Kiedy miała siedem, może osiem lat - kontynuował - ukąsiła ją zygzakówka. Chmiel próbował wszystkich swoich wywarów. Wołał najlepszych spośród mędraków, zielarzy i uzdrowicieli. Nic to nie dawało, Borówka traciła siły. Chmiel porzucił wtedy swoje przekonania i oddał bogom ofiarę. Czy to żertwa pomogła czy zadziałał w końcu któryś z leków, nie wiem, ale dziewczynka wydobrzała. Chmiel bardzo się wtedy zmienił. Nie był już taki hardy ani nieprzejednany, jak dawniej. Ale nie poruszaj przy nim tego tematu - ostrzegł ojciec uśmiechając się ukradkiem. - On sam nie wie, co o tym myśleć.

Ojciec rzadko miewał tak dobry nastrój, więc postanowiłem mu nie przerywać.

- Żercy także nie są do końca tacy jakimi się wydają. - Tym razem ojciec śmiał się już otwarcie. - Ileż to razy Biedrzeniec prosił mnie o nalewkę z lubczyku. To oczywiście człowiek bogobojny i godny szacunku, ale gdy biegł do swojej powroźniczki, pamiętał o niezawodnych specyfikach mędraków.

Czułem jak rumieniec rozlewa się po całej twarzy, a uszy płoną żywym ogniem. Ojciec musiał to zauważyć, bo poważniejszym już tonem dodał:

- Naucz się korzystać z mądrości pod każdą postacią. W blasku dnia niech prowadzi cię rozum, w mroku nocy niech bogowie mają Cię w opiece. A teraz pokaż tabliczkę. - Spojrzał na moje bazgroły. - Źle oznaczyłeś przeciwprostokątną, popatrz...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później