Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Na małej wyspie...

Na przemian wiosłując i zdając się na wiatr dotarliśmy na Mrocznicę, w sam raz przed zmrokiem. Z powodu bagiennej, nieprzychylnej aury oraz skąpości miejsca wyspa była niezamieszkana. Stawali tu czasem rybacy, gdy dalej na zachód się zapuszczali, by zapasy uzupełnić lub dokonać koniecznych napraw. Wyciągnęliśmy łódź na brzeg i stanęliśmy na pobliskiej polanie, jednym z nielicznych suchych miejsc na wyspie.

gdańsk przewodnik słowianie białej wody

Świetlik i Tasznik zajęli się przygotowaniem ogniska i wieczerzy, a ja i Krokosz przeglądaliśmy pozostawione dla nas zapasy. Nieopodal trzech tkwiących od lat na Mrocznicy kadłubów łodzi znaleźliśmy suszone mięso, solone ryby, zapas ziół, razowy chleb, nowe strzały i bełty, krzesiwa, ciepłe odzienie i kilka innych, pożytecznych w podróży drobiazgów. Było tam też coś znacznie ważniejszego. Starannie zabezpieczone księgi dla każdego z nas. Dla Krokosza był "Zielnik południowych krain" i "Święci Bracia Dęby", dla Świetlika "Bestie bagien i obszaru Dzikich Wzgórz", Tasznikowi natomiast przeznaczono "Stronnictwa Nurtowców". Mnie dostały się dwie księgi "Opisanie świata według Powojnika" oraz "Słowa o rodowodzie Sklawów", obie autorstwa mojego dziada, który jako pierwszy opisał ludy Białej Wody i ich historię. Otworzyłem pierwszą z ksiąg, w której objaśniano pochodzenie Słowian...

Słowa Powojnika, co w gnuśności tkwić nie chcąc wyprawę przedsięwziął i tajemnice Białej Wody, poznał w Słowach poniższych opisując.

Gdy Ożankę zielonooką, przeznaczenie dni moich, choroba zmogła, nikt z mędraków, ni żerców pomóc nie umiał, choć mawiali, że dawniej byli tacy co uzdrowić niewiastę by potrafili. W boleści, ratunku wołając, Jawę opuściła Ożanka, mając zaledwie wiosen dziewiętnaście, pozostawiając mnie w rozpaczy.

Żal wielki długo odstąpić nie chciał, choć wokół życie do porządku wracać się zdawało. W rodzie, osadzie i na całym Półwyspie w doczesnym dostatku pobratymcy moi żyli, sławiąc bogów, co radowało żerców wielce. Nie frasował się szczep nasz, aby los we własne wziąć ręce, dolę swą samemu poprawiać, na łaskę bogów się wystawiał.

Zdało się, że gnuśność owa to losu kuszenie. świata takiego nie pragnąłem. Nie mogąc życia trawić w błahostkach, opieszałość chcąc przerwać i przyszłość Żywiczów zabezpieczyć wyruszyłem na wyprawę, aby wiedzę przywieźć i na wielki świat syna mojego i szczepu całego oczy otworzyć...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później