Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


...wielki strach

Zanurzony w Słowach długo nie słyszałem niepokojących dźwięków. Gdy oderwałem wzrok od kart księgi Świetlik i Tasznik od dawna czujnie nasłuchiwali. Krokosz ocknął jeszcze później ode mnie. Zamarł, gdy Świetlik gestem nakazał nam milczenie. Szelesty dochodziły z pobliskich zarośli. Ciche trzaski łamanych gałązek i przeciągłe syknięcia przybliżały się. Ostrożnym ruchem wymacałem leżący koło mnie miecz. Podniosłem go przed siebie, starając się nie zdradzić przypadkowym szmerem. Gdy zdawało się, że stwór lada chwila wyłoni się z zarośli wszelkie odgłosy ucichły.

gdańsk przewodnik słowianie białej wody

Momentalnie po naszej lewej stronie, zupełnie nie tam gdzieśmy się spodziewali, mignęły dwie blade plamy olbrzymich oczu. Obie nagle wystrzeliły z zarośli w kierunku Tasznika. Potworne oczy osadzone były na pokrytej łuskami głowie gniewosza królewskiego. Otwartą paszczą zamarkował frontalny atak, na co Tasznik zareagował odruchowo, siekąc mieczem na wprost. Gigantyczny wąż w ostatniej chwili zmienił jednak kierunek i uderzył Tasznika pozbawiając go przytomności. Metrowej długości głowa gniewosza w mgnieniu oka wystrzeliła w kierunku zaskoczonego Świetlika i wykonała wokół niego pełną pętlę, a ciągnące się za nią dwudziestometrowe z górą cielsko, uwięziło mędraka w potężnym uścisku. Jednocześnie bestia ustawiła rozwartą, ukazującą potężne zęby paszczę w pozycji dogodnej do ataku na mnie lub Krokosza, gotowa w każdej chwili zadać śmiertelny cios.

Co robić?! Ani mieczem ani łukiem nic nie mogłem wskórać. Gorączkowo przeszukiwałem pamięć w poszukiwaniu rozwiązania. Lecz takiego nie było. Od pokoleń spotykano jedynie niegroźnego kuzyna tej bestii, niewielkiego i lękliwego gniewosza zwanego miedzianką. Stworzenie, które miało nas zabić było tak rzadkie, że stało się niemal mitycznym demonem. Półbogiem.

Półbogiem! Ta myśl sprawiła, że wiedziałem, co robić. Nie bacząc na bestię chwyciłem z ogniska płonące polana. Trzymając je w obu szeroko rozłożonych rękach, powoli zbliżałem się do węża. Nie atakował. Gdy poczuł bijące od szczap gorąco cofnął się gwałtownie.

- Skoro jesteś półbogiem - mówiłem, dodając sobie odwagi - przyjmij ofiarę ognia. święty płomień jest miły bogom, prawda ?

Gigantyczny wąż ciągle się cofał. Kątem oka widziałem, jak zwolnił uścisk duszący Świetlika. Wyswobodzony mędrak upadł na ziemię, łapczywie chwytając powietrze. Potwór ciągle cofał się przed nieznanym blaskiem, lecz jego zachowanie zdradzało, że pierwsze zaskoczenie minęło. Gdy osiągnął linię zarośli wygiął się esowato unosząc głowę dwa metry ponad ziemię. Zaatakował błyskawicznie, tym razem bez uników starając się zatopić zęby w moim ciele. Skuliłem się czekając na śmierć, lecz jeszcze nie dane mi było podążyć do Nawii. Tasznik, chociaż ledwie oprzytomniały po ciosie gada, trzymał w rękach kuszę, a wypuszczony z niej bełt ugodził gniewosza prosto w oko. Krokosz wystrzelił jako drugi, trafiając gniewosza tuż nad otwartą paszczą. Potwór syknął przeraźliwie, wydawało się, że niemal zawył i wycofał w zarosła. Wkrótce ucichły ostatnie dźwięki. Upadłem na ziemię obok Świetlika, dysząc równie ciężko.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później