Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Ku wzgórzom

Na zewnątrz do polowania zbierało się kilkudziesięciu mężczyzn.

- Sława! - odpowiadali wszyscy na moje powitanie. Nie spodziewałem się, że lud tak do Białej Wody przywiązany i, wbrew temu co twierdził Ciernik, zasobny potrzebuje jeszcze łowieckich wypraw. Żaden z Rybowców, który u nas, na Półwyspie bywał o tym nie mówił ani żadna z ksiąg o tym nie wspominała.

- Dziwi cię pewnie, że się polowaniem paramy? - spytał gotowy już do drogi Ciernik. - Dla nas to także nowa sprawa. Robimy to zaledwie od kilku miesięcy.

Ruszyliśmy ścieżką na południe, ku rozciągającym się na linii widnokręgu łagodnym, zielonym wzgórzom, zostawiając daleko za sobą przybrzeżne osady Rybowców.

Droga był długa i nużąca. Szliśmy, przeważnie w ciszy, przez monotonny stepowy krajobraz gdzieniegdzie tylko przetykany sylwetką myszołowa na niebie. Gdy już rozmawialiśmy, Ciernik pytał co stało się na Półwyspie. Z uwagą słuchał o okrucieństwie Rębajców, o strasznych Popiołcach, o bohaterstwie ojca i ucieczce przez las do Żaków.

- Nawrot? - zdziwił się Ciernik, gdy opowiadałem o spotkaniu z uchodźcami na Leśnych Rozstajach. - Gdzieś już jego imię słyszałem. Ale gdzie, nie pamiętam...

- Już późno, stańmy tu na nocleg - przerwał nam przewodnik.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później