Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Po horyzont

Następnego dnia kontynuowaliśmy marsz ku wzgórzom przy gorszej już, wietrznej i deszczowej pogodzie.

- Zła aura nie tylko na wodzie się objawia. - Choć Ciernik, jak to chyba miał w zwyczaju odezwał się nie pytany, słuchałem go z ciekawością. - Od pewnego czasu z południa pod nasze osady zaczęły nocami podchodzić różne stworzenia. Kunopsy i lisy częściej niż kiedyś wchodziły w szkodę w zagrodach. Za nimi przyszły wilki, niedźwiedzie i groźniejsze stwory, dla których nazw nawet nie znaliśmy. Te już nie tylko zagrodom, ale i samym Rybowcom zagrażały. Wysłaliśmy ludzi, żeby się dowiedzieli, co bestie tu sprowadza. Zaraz sam zresztą zobaczysz, co odkryli.

Przewodnik poprowadził nas ścieżką wiodącą na niedalekie wzgórze. Było wyższe od innych, o bardziej stromym podejściu. W niektórych miejscach spod zielonej darni wystawały nagie, wapienne skały. Dotarcie na szczyt kosztowało nas sporo wysiłku, ale widok, jaki się stamtąd rozpościerał był tego wart.

- Co to? - zapytałem, wstrząśnięty rozciągającym się na wiele godzin marszu obrazem.

- Tur stepowy. - Ciernik wskazał ogromne, mierzące w kłębie dobre trzy metry stworzenie.

- Nigdy o czymś takim nie słyszałem, tury żyją w lasach! - zaprotestowałem.

- Jak widać nie wszystkie. Te, nieco mniejsze, też powinieneś znać. To żubry. Chociaż mają włos od swych kuzynów z puszczy jaśniejszy, pokrewieństwo nie budzi wątpliwości.

Były tam też tarpany. Tysiące przysadzistych dzikich koni, o najróżniejszym umaszczeniu. Płochliwe zwykle polne sarny i znacznie od nich większe jelenie o przedziwnym porożu. Wszystkie te stworzenia, a raczej ich leśne odpowiedniki znałem bardzo dobrze. Nigdy jednak nie widziałem ich na otwartej przestrzeni ani w takiej ilości.

- Dawniej na Dzikich Wzgórzach były tylko susły, nornice i ryjówki. Nie wiem, co te stada tu z południa przygnało, ale musiała to być potężna siła. Tak wielka liczba zwierząt ściągnęła na nas kłopoty. Za roślinożercami przyszły drapieżne bestie. A że czasem było im łatwiej u nas pożywienia szukać niż polować na tury, w osadach nocami niespokojnie.

- To aura się zmienia. Na całym świecie. - Wypowiedziałem na głos, co od dawna chodziło mi po głowie. - Sam mówiłeś o tarapatach Bagieńców i Dąbrowców. U nas też się dziwne rzeczy działy. Od dzieciństwa pamiętam, że łowna zwierzyna coraz bardziej się chowa na bagnach, a zamiast niej z mokradeł zaczęły wychodzić najróżniejsze groźne stwory. Dwa dni temu na mrocznicy omal nie zabił mnie gniewosz królewski.

- Żmij?! - Kilku Rybowców spojrzało na mnie z przerażeniem. - Nawet bestie z sennych mar do Nawii przychodzą.

- Nie bestii bagien trzeba się obawiać! - Ciernik przywołał towarzyszy do porządku - ale ludzi, którym demony odebrały rozum. Naganiacze niech się przygotują, a my zasadzimy się w Suchych Jarach.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później