Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Polowanie I

Nasza grupa oddzieliła się od naganiaczy. Poszliśmy ścieżką w dół, ku pooranej wąskimi skalnymi przesmykami dolinie. Tam zajęliśmy dogodne stanowiska. Gdy wszyscy byli już gotowi przewodnik przenikliwie gwizdnął, dając naganiaczom znak do rozpoczęcia płoszenia stad.

Hałas, jaki robili naganiacze zmuszał stada do ucieczki we wszystkich kierunkach. Te, które pobiegły w naszą stronę przypieczętowały swój los. Dolina zwężała się zostawiając przerażonym zwierzętom coraz mniej miejsca. W Suchych Jarach, gdzie czekaliśmy przyczajeni między skałkami było bardzo wąsko, w sam raz na zasadzkę.

Bełty i strzały świszczały ze wszystkich stron. Tłoczące się w wąskich przejściach zwierzęta padały martwe jedne przy drugich. Tratując się w panice tworzyły dodatkowe przeszkody, dla tych które nadbiegały za nimi jeszcze bardziej ułatwiając myśliwym zadanie. Takiego polowania nie widziałem nigdy. Rzeź trwała niemal godzinę. Tylko szacunek dla gospodarzy kazał powstrzymać myśli o barbarzyństwie ich postępowania.

- Nie dziw się naszym czynom. - Ciernik nie musiał patrzeć mi w oczy by odgadnąć myśli. - Nie z chciwości urządzamy te jatki. Przyjdzie czas, że przebłagamy bogów za to, co dziś zrobiliśmy.

Nie było czasu na odpoczynek, rozumiałem to dobrze. Zmęczeni polowaniem i wstępnym oprawianiem zwierząt, obciążeni ich wielkim ciężarem teraz my staniemy się zwierzyną dla bezbłędnie wyczuwających zapach truchła bestii. Nad naszymi głowami krążyły dziesiątki ścierwników licząc na łatwy łup i wskazując do nas drogę groźniejszym stworom. Ledwie wydostaliśmy się z Suchych Jarów usłyszeliśmy wokół niepokojące dźwięki.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później