Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Ty tutaj?!

Zdziwienie i wielka radość mieszały się we mnie, gdy następnego ranka uściskałem Biedrzeńca. Choć, od kiedy pamiętam nosił się jak starzec, to jego twarz wydawała się być jeszcze bardziej poorana bruzdami i zmęczona ciężarem odpowiedzialności.

- Jakie masz wieści z Półwyspu?

- Miał tu być twój ojciec, ale nie wydobrzał jeszcze. - Zmęczenie sprawiło, że Biedrzeniec przerwał, by wziąć głęboki oddech. - Lepiej, żeby był w pełni sił, kiedy sprawy u Nurtowców będą się decydować. Wszystko powoli się uspokaja. Ci, którzy przetrwali, z pomocą bogów, spokojnie czekają na Manowcach.

- Ilu wojów zdołacie przysłać? - spytał Ciernik.

- Z Półwyspu przypłynie cztery tysiące. Rębajcy nie splądrowali Żaków, więc mamy nienaruszoną flotę własnych łodzi i spore zapasy. Jak pozostali ?

- U nas zbierze się sześć tysięcy pieszych - rzeczowo odparł Ciernik. - Poza tym dwa tysiące pływaków i korsarzy zajmie się przewożeniem wojska i pilnowaniem Białej Wody. Nie ma jeszcze wieści od Bagieńców, ale kiepsko u nich - myślę, że przyślą nie więcej niż tysiąc. Dąbrowcy także nie są sprawie bardzo przychylni. Dwa tysiące. Najwyżej na tyle możemy liczyć.

- Miej wiarę. Posłaliśmy do nich zdolnych emisariuszy. - Biedrzeniec mrugnął do mnie wypowiadając te słowa.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później