Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Wiadomość

- Dobrze wywiązałeś się z zadania. - Biedrzeniec pochwalił Świetlika patrząc na z górą dwa tysiące zbrojnych w łuki i długie, ostre noże wychodzących na brzeg Bagieńców.

- Nie ma w tym wielkiej mojej zasługi - zmieszał się młody mędrak. - Postępowałem, jak kazaliście, dowiodłem prawdziwości intencji. Jednak taka ilość Bagieńców to nie moja zasługa. To bagno samo ich tu wygnało.

Wyraz, jaki przybrała twarz Świetlika już raz kiedyś widziałem. Tak wyglądał Chmiel wiele lat temu, nad brzegiem Błotnicy, gdy odpowiadał na moje pytania o bogów, gdy jego ukształtowany wiedzą pokoleń mędraków umysł zderzał się z doświadczeniem nadprzyrodzonego świata.

- Wraz z drużyną Bagieńców tropiliśmy łosia. - Wokół Świetlika zebrała się grupka słuchaczy. - To cenna na bagnach zdobycz, a jednocześnie zwierz czujny i niełatwy do schwytana. Rozdzieliliśmy się. Gdy tylko zostałem sam wyczułem obecność jakiegoś stworzenia. Nie był to łoś. Wierzcie mi bądź nie, ale gdy się odwróciłem, przed moimi oczami wił się ten sam, wielki gniewosz, który zaatakował nas na Mrocznicy.

Młody mędrak zamilkł wpatrzony w przestrzeń. Biedrzeniec, widząc jego roztrzęsienie, podał mu dzban z miodem. Gdy ożywcze ciepło rozeszło się po ciele, Świetlik dokończył opowieść:

- Do dziś nie wiem czy to nie była senna mara, lecz przysiągłbym, że wydarzyło się to naprawdę. Gniewosz zatoczył krąg odwracając łeb w moją stronę. Nie dalej niż metr ode mnie, tak by wbijać się strasznymi ślepiami w moje oczy. Kłuł wzrokiem, tak dotkliwie, że cofałem się przerażony, aż za plecami poczułem pień drzewa. Tak, jak na Mrocznicy, myślałem, że to koniec, lecz gniewosz nie zaatakował, tylko jeszcze natarczywiej świdrował mnie wzrokiem. Już wiedziałem, że wybrał mnie, abym przekazał wiadomość...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później