Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Biały szkwał

Z początku nie rozumiałem co tak przeraziło Rybowców. Słońce na lekko tylko zachmurzonym niebie rozgrzewało poranne powietrze. Nie czuło się silnego wiatru, tylko dziwnie zawieszone nad lustrem drobne krople wody sprawiały, że nieco wilgotniały nam ubrania. Biała, pieniąca się przed nami kurtyna nie wydawała się groźna, jednak doświadczeni Rybowcy byli innego zdania.

gdańsk przewodnik biały szkwał

Pospiesznie układali żagle tak, by uniknąć ich postrzępienia, gdy uderzy wiatr. Kierowali łodzie dziobami na fale, a ludziom na pokładach kazali się przewiązać linami.

- Trzymać się mocno i równo wiosłować! - zdążył wykrzyczeć Ciernik, nim uderzyła w nas wyjąca ściana wiatru i wody. Łódź pod naporem tej potęgi nieomal rozpadała się. Czułem jak każdy składający się na jej konstrukcję kawałek drewna jęczy miażdżona potworną siłą.

- Co to jest? - zapytałem, walcząc z wiatrem wpychającym słowa z powrotem do gardła.

- Biały szkwał! - krzyknął Ciernik z całych sił walcząc o ocalenie naszej łodzi. - Dziobem na fale! Do brzegu! - komenderował.

Modliliśmy się o ocalenie. Modliliśmy się wszyscy: żercy i mędracy, woje i pomocnicy. Modliliśmy się i z całych sił wiosłowaliśmy wbijając się w gęstniejący zgiełk nawałnicy.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później