Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Sukow, dziedzice Szeligi

Wieczorem, wystawną ucztą powitała nas gospoda o dziwnej nazwie "Sukow, dziedzice Szeligi". Przekrzykując gwar sąsiednich ław, jej niezwykłe pochodzenie wyjaśnił Mirko:

- Musicie wiedzieć, ze dawniej całe Lewobrzeże, porośnięte było gęsto drzewami i należało do Dąbrowców. Kilka pokoleń temu jednak las nawiedziła straszna klęska. Trąba powietrzna o potężnej mocy zubożył ten kraj. Osłabiona przyroda nie potrafiła w porę przywrócić równowagi. Nad brzegiem jeziora i Dłużnicy bez opamiętania mnożyły się kormorany. Jak wiecie tam, gdzie te ptaki gniazda zakładają drzewa muszą umrzeć. Obfitość ryb sprawiła, że olbrzymia kolonia kormoranów utrzymała się, aż po lesie pozostały tylko martwe słupy.

Kraj wydawał się zupełnie opuszczony, więc Nurtowcy z Prawobrzeża zaczęli go zasiedlać. Jak się okazało, choć przerzedzeni, Dąbrowcy trwali tu jednak. Jednym z nich był według legendy Szeliga. Zajmował się ważeniem nalewek i wywarów. Mieszkał samotnie, po tym jak choroby zabrały mu bliskich. Rodzinę stracili także dwaj młodzi bracia Sukow, jedni z pierwszych osadników z Prawobrzeża. Bogowie sprawili, że natknęli się na siebie, a gościnny Szeliga braci Sukow usynowił.

Nie dane jednak był im zaznać pokoju. Dąbrowcy z głębi lasu dręczyli ich żądając zwrotu dziedziny swego ludu. Z kolei coraz liczniej osiedlający się tu Nurtowcy chcieli tylko sobie przypisać rozwój kraju i na pozostałych tu Dąbrowców patrzyli niechętnie. Do otwartej wojny nigdy nie doszło, lecz wrogość wśród niektórych Dąbrowców i Nurtowców trwa do dziś.

Szelidze i jego nowym synom te waśnie zdawały się szaleństwem. Przyjmowali z radością wszystkich przybyszów, jacy zawitali w ich progi. Słynący przychylnością dla podróżnych dom zamienili wkrótce w gospodę. Swoją wiarę w jedność Słowian i wole pokoju zawarli w nazwie "Sukow, dziedzice Szeligi". Nazwa miała wszystkim przypominać, jak to stary Dąbrowiec, potomek pierwszej fali osadników przyjął pod swój dach nowoprzybyłych Nurtowców. Tylko razem mogli przetrwać.

Mirko zakończył opowieść i przepłukał wysuszone długą przemową gardło winem.

- Nieprzypadkowo wybraliśmy tę właśnie gospodę na dzisiejsze spotkanie - spojrzał na nas, lecz nie jak poprzednio z wyższością, lecz z nadzieją...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później