Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Leśni Słowianie

Dąbrowcy. To dopiero był osobliwy naród! Wyłonili się z puszczy o świcie. Nie ostrzegli w żaden sposób o swoim przybyciu, także wieśniacy mieszkający na zachodzie, tuż pod lasem, donieśli w pierwszej chwili o ich najeździe. Gdy wysłani naprzeciw zwiadowcy napotkali czoło kolumny Leśnych Słowian stanęli jak wryci.

Oto ich oczom ukazali się żołnierze obrośnięci mchem, jemiołą i hubą. Zbliżali się powoli, niepewnie czując się w otwartym terenie. Dopiero, gdy podeszli bliżej okazało się, że to co wydawało się leśnym poszyciem porastającym ubrania, było jedynie sprytnym przebraniem, o tyle zaskakującym, że skutecznym również na obszarze bezleśnym.

Gdy jednak przyjrzano się Leśnym Słowianom jeszcze bliżej, jedno zaskoczenie przerodziło się w drugie. Niemałą część przybyłych stanowiły niewiasty...

- Co tak wyłupiacie ślepia? Pierwszy raz widzicie białogłowy? - krótko ostrzyżona, czarnowłosa niewiasta ani myślała pozostawiać rozmowy mężczyznom.

- Sława, przyjaciele... - niepewnie odpowiedział jej drużynowy zwiadowców. - Witajcie na ziemi Nurtowców. Jestem Gniewko. Kazano mi was poprowadzić do kwater.

- Już ci ta ziemia Nurtowców! - zaczepnie odpowiedziała niewiasta. - Ale nie o Lewobrzeże przyszliśmy tu wojować. Jestem Witlicha, Najstarsza Szeptunka. Ze mną są szanowni: Kolczak, wódz Zachodniego Lasu i Krokosz wysłannik Żywiczów. Prowadź nas drogi Gniewko do kwater.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później