Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Szeptunki

Kolczak ze swym oddziałem wydawali się z charakteru przypominać Bagieńców. Stroniący od towarzystwa, mrukliwi, ale poczciwi ludzie i bitni żołnierze. Z pewnością znajdą z Mszarem wspólny język. Uwagę wszystkich bez ustanku zwracała na siebie Witlicha. Chociaż tytułowała się Starszą, nie miała jeszcze czterdziestki i gdyby nie niezwykłość charakteru wielu by w konkury do niej szło.

- Zanim na dobre tu zagościmy - przemówiła głośno, by wszyscy usłyszeli - niech będzie wam jedno wiadome. Widzę, że za wojskiem ściągnęły tu dziewki ze wszystkich stron. Chciwe bryłek żywicy i złota. Taki już głupiej baby los, że się opamięta głodna, z sińcami i panem mężem na karku. Ich rzecz, jeśli się na taką dolę godzą, ale bądźcie ostrzeżeni: moich szeptunek ruszać nie polecam. Znają one bolesne dla was sposoby obrony. Jeśli by który chciał spróbować, niech będzie pewny, że do równonocy nie poswawoli !

Woje początkowo chcieli się zaśmiać serdecznie, ale coś kazało im się powstrzymać. Uśmiechy zgromadzonych zmieniały się wraz ze słowami szeptunki w zdziwienie, a potem w osłupienie. Czegoś takiego nikt z nich jeszcze nie słyszał.

- Kogo ty nam przyprowadziłeś?! - zapytałem Krokosza po przywitaniu.

- Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. - Krokosz odpowiadał takim tonem, jakby mówił o najzwyklejszych rzeczach. - U Dąbrowców niewiasty i mężowie są sobie równi.

Zamarłem. Kolejny z przyjaciół zmienił się nie do poznania.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później