Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Naczelnik

Każdy z bliskich mi przyjaciół i towarzyszy poznanych na szlaku przebył długą drogę. Nie była to jednak droga mierzona krokami, lecz myślami, zamiarami i czynami. Zginęli i popadli w zapomnienie Nawrot i Jelec. Nowymi ludźmi stali się moi druhowie z Mrocznicy: Świetlik po spotkaniu z gniewoszem królewskim u Bagieńców, Tasznik pod ciężarem władzy u Nurtowców i Krokosz odmieniony osobliwymi poglądami Dąbrowców - Leśnych Słowian. Ciernik od ujawnienia zdrady Jelca nie mówił wiele, trzymając się towarzystwa podobnych teraz sobie Mszara i Kolczaka. Zmieniali się pewnie Mirko i Witlicha, choć znałem ich krótko. Jedyni, którzy zdawali się trwać wiernie przy swych sądach byli Biedrzeniec i Witlicz, choć i im ciążyła waga ostatnich zdarzeń.

- Ojcze - zagadnąłem Witlicza - kogo więc wybierzecie na naczelnika ?

- Myślę o tym nieustannie, synu.

- Może Tasznik? Zdaje mi się, że przeszedł długą drogę przez te tygodnie...

- Tasznik? - ojciec wyrwał się z zamyślenia. - Tasznik nie może już nigdy być wodzem !

- Dlaczego? Przecież tyle zdziałał wśród Nurtowców?!

- Widziałeś, co zrobił z Jelcem ?

- Przecież taka była jego powinność, sam mówiłeś! Robił to, bo od tego zależał nasz los !

- Tak, ale ktoś kto dopuszcza się torturowania drugiego człowieka, nawet w imię słusznych, wyższych celów, przekreśla się jako przywódca. Przekracza barierę, której przywódcy naruszyć nie wolno. Nie mógłby już być sprawiedliwym wodzem. Nie wiem nawet czy zdoła jeszcze być dobrym człowiekiem. Tasznik wiedział, że tak będzie, lecz mimo to poświęcił się dla nas. Cena jednak jest wysoka. W pewnym sensie Tasznik umarł.

Milczeliśmy długo, wpatrując się w ogień paleniska.

- Wszyscyśmy po trochę umarli ostatnimi czasy. Tylko ty wydajesz się silny na tyle, by nie poddać się prądowi zdarzeń. Dlatego uważamy, że jesteś jedynym, który może podołać roli wodza. - Biedrzeniec, który dołączył do nas niepostrzeżenie, zadawał się mówić w imieniu ogółu.

- Jeśli się zgodzę - odrzekł Witlicz, spoglądając mi głęboko w oczy - i mnie pokona ciężar wydarzeń. Przyjdzie mi może zabijać własnych braci, niewiasty i męczyć jeńców... Stanie się ze mną to, co z Tasznikiem. Nawet jeśli pokonamy Prawobrzegów, to co dalej? Tylko ty, synu będziesz mógł podążyć na wschód, za Miedziane Góry i dokończyć sprawy! Być może i ty z czasem będziesz musiał zapłacić straszna cenę. Jesteś gotów przyjąć to brzemię ?

Drżałem, lecz nie śmiałem odmówić. Milcząc, słabo pokiwałem głową.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później