Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Biegiem

Drogę powrotną od Kredowej Doliny do Ujścia niemal na całej długości pokonaliśmy biegiem.

- Szybciej - poganiał mnie ojciec. - Każda chwila jest ważna !

Rozumiałem dlaczego. Cały nasz dotychczasowy wysiłek wojenny nastawiony był na pokonanie wrogiej armii z drugiej strony rzeki. Teraz, gdy jasne się stało, że cała ta zawierucha to pułapka Wichmana, trzeba był wydać żołnierzom nowe rozkazy, uzgodnić nowe plany walk i, co chyba najtrudniejsze, przekonać wodzów, by swe działania skierowali na nowe cele.

- Nie zatrzymuj się! - wołał nieokazujący zmęczenia Witlicz ilekroć przystanąłem.

Dotrzymać kroku tak zdeterminowanemu ojcu nie było łatwo. Biegł ku Ujściu ile sił w nogach, nie rozglądając się na boki. A szkoda. Zobaczyłby, jak mijani wieśniacy nas witają. Gdy szliśmy w przeciwną stronę byli uprzejmi, lecz pełni rezerwy, czasem nawet poczucia wyższości wobec prowincjuszy z Półwyspu. Teraz ich wzrok mówił jedno: pójdą za nami, chodźmy za najdalsze góry! Nie znajdowałem wyjaśnienia, skąd taka zmiana...

- Nie ociągaj się! - znów ponaglił ojciec. - Już blisko !

Resztką sił trzymałem się gnającego Witlicza, gdy na widnokręgu ukazały się pierwsze zabudowania Ujścia. Kotłowało się tam bardzo. Za późno - pomyślałem. Lecz to nie była szalejąca bitwa, lecz radosna gromada, która czekała tam, aby nas przywitać! Na jej czele byli wszyscy nasi przyjaciele, a Mirko wśród nich, jako gospodarz nas przywitał.

- Jesteście nareszcie! - nie ukrywał wielkiej ulgi. - Witaj, naczelniku słowiańskich wojsk !

Tłum wiwatował, na cześć zdezorientowanego Witlicza. Wyglądało, że jedno z trudnych zadań jakie myśleliśmy wykonać po przybyciu, spełniło się samo.

- Co się tutaj stało? - odciągnąłem, na bok Świetlika i zasypałem go gradem pytań.

- Starsi wiele wysiłku włożyli, aby całe Lewobrzeże dowiedziało się, że poszliście do tej strasznej doliny. Wiedzieli co robią. Idąc tam, udowodniliście, że szanujecie wierzenia Nurtowców, a także że nie brakuje wam odwagi. Cało i zdrowo wracając natomiast, że macie tyle rozumu, szczęścia i łaskawości bogów, aby wystarczyło do zwycięstwa. - Świetlik dał się ponieść rozochoconemu tłumowi i razem z nim krzyczał:

- Niech żyje naczelnik Witlicz! Prowadź, Wodzu, do zwycięstwa !


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później