Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Za wodzem

- Winien jestem pokłon najroztropniejszemu z nas - przemówił Witlicz na wieczornej naradzie wodzów. - Biedrzeniec, sam jeden, rozumnie wskazywał kto naszym wrogiem, a kto przyjacielem, lecz my pełni pychy nie chcieliśmy go słuchać.

Sam żerca nieznacznie skłonił się w stronę Witlicza i z uśmiechem odpowiedział:

- Nie odbieraj sobie zasług naczelniku - jak zwykle skromnie przemówił Biedrzeniec. - To tylko twoja dalekowzroczność i wieloletnie zabiegi sprawiły, że dziś tu jesteśmy, a nie w kajdanach Popiołców. Jeśli wskazując ci Prawobrzeżnych jako błądzących, ale jednak braci, pomogłem ratować Słowian, uczyni mnie to szczęśliwym.

Szmer zaskoczenia przeszedł po sali.

- Prawobrzeżni braćmi?! - pytanie, chociaż niewypowiedziane wisało w powietrzu.

- Tak, to są nasi bracia! - Witlicz rozpoczął przemowę, o której zapewne myślał całą drogę z Doliny. - Bieluch, któremu słusznie oddajecie cześć, pokazał mi, jak blisko byliśmy tragedii. Ciągle jeszcze jesteśmy, bo nienawiść między dwoma brzegami Dłużnicy płonie w najlepsze! Siły nasze równe, wola i mądrość jednakie! Za jednego Żywicza zginie jeden Bagieniec! Za jednego Dąbrowca jeden Bukowiec! Tylko jeden Żmij się ucieszy, gdy zawierucha ucichnie, bo nie zostanie tu więcej Słowian niż liści na zimowych drzewach !

- Nie tylko... - dodał Biedrzeniec niby to szeptem, ale takim, by do wszystkich uszu dotarł.

- Tak. - przytaknął Witlicz. - Nie widziałem tego wcześniej, ale ta niezgoda od początku nie jest winą żadnego ze Słowian. Największą radość bratobójczą wojną sprawimy Wichmanowi !

- Wiemy, że na drugim brzegu dusze zatruwają Popiołcy - nie zgadzał się Kolczak, a Mszar i Ciernik przytaknęli jego słowom. - Lecz czy to zdejmuje z Prawobrzeżnych winę? Nie tylko dorosłymi są ludźmi, ale i najstarszymi mieszkańcami kraju Białej Wody! Muszą odpowiadać za swe błędy !

- Niech odpowiadają ci, którzy zbrodnie popełniają! - szybko przywołał ich do porządku Witlicz. - Lecz nie całe narody, przymuszone głodem lub batem do czynienia złych rzeczy! Mirko niech wam opowie jak tam życie teraz !

Prawda, że ciężkie - rozpoczął wywołany bosman portu w Ujściu. - Rębajcy na piaskach siać musieli, wody wokół ich ziemi ubogie w ryby, więc pogorszenie aury jeszcze więcej niż u innych nieszczęść tam przyniosło. Mówią nawet, że w co biedniejszych osadach ludzie, jedni drugich, jedli !

- To już być nie może! - powszechne niedowierzanie towarzyszyło słowom Mirka.

- A jednak! - poparł bosmana Tasznik. - Jeńcy, których pojmaliśmy zdają sie potwierdzać prawdziwość tych słów. - Umilkli ci, którzy głośno powątpiewali. Tasznik, pełniący od zaledwie kilku tygodni rolę strażnika bezpieczeństwa publicznego, zdążył sobie zaskarbić nie tylko szacunek.

- Podobnie u Bukowców - ciągnął Mirko. - Ich las choruje, do krawędzi głodu lud swój przybliżając. Oni też jedyną drogę ratunku w wyprawach łupieżczych znaleźli... Z naszym krajem inaczej było. Przyjdzie jeszcze o tym... Ale wielu na prawym brzegu cierpi niedostatek, choć są i tacy, co pławią się w bogactwach.

- Co więc rozkażesz, wodzu? Czas chyba działać? - z szacunkiem, ale bez przesadnej czołobitności zapytała Witlicha.

- Po pierwsze, zachowajmy dla siebie dzisiejszą rozmowę. - twardo komenderował Witlicz, spoglądając znacząco w kierunku Tasznika. - Po wtóre, odnajdźmy naszych przyjaciół po drugiej stronie. - Naczelnik przerwał i zastanowił się chwilę. - A poza tym ruszajmy z wojskiem szukać bitwy, jak to był wcześniej w planach. Oni jeszcze nie wiedzą, że są nam miłymi braćmi...

Zebrani bez słowa przyjęli polecenia Witlicza. Postanowione więc: ruszamy !


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później