Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Wielkie wojsko

Ruszyliśmy o świcie następnego dnia. Słusznie! Na co było czekać? Aż Popiołcy nas uprzedzą i dogodne dla swych celów miejsca potyczek ustalą? Nie! To my swoje zamierzenia urzeczywistnimy !

Poranna odprawa na głównym placu Ujścia odbyła się bez wielkich mów i zagrzewania do walki. Zebrano drużyny, wyznaczono zadania i odprawiono. Całe wojsko stojące w osadzie wyruszyło z grodu, a po drodze dołączali inni, kwaterujący dotychczas w okolicznych miejscowościach. Piękna i potężna armia - takiej jeszcze kraj ten nie widział - zebrała się u bram grodu, na rozstaju dróg.

Do liczącej trzy z górą tysiąca Żywiczów drużyny dołączyło jeszcze pięciuset przybyłych z Półwyspu na rozkaz pozostałej tam starszyzny, aby honor starej władzy ratować. Wszyscy Żywicze zostali oddani pod komendę Biedrzeńca.

Za Ciernikiem szli Rybowcy, w sile sześciu tysięcy pieszych. Osobną grupę stanowili korsarze dowodzeni przez Tobiasza, których przeszło dwa tysiące patrolowało Białą Wodę i Dłużnicę.

Mszar prowadził grupę dwóch tysięcy Bagieńców. Do tych, co od początku ze sprzymierzonymi byli dołączyła jeszcze spora liczba spóźnionych mieszkańców głębszych obszarów bagien.

Drużyna Zachodniego Lasu oraz ochotnicy z pozostałej części kraju Dąbrowców liczyła trzy tysiące wojów. Ci zebrali się pod komendą Kolczaka. Samodzielnie nad rannymi czuwać miała Witlicha ze swoimi szeptunkami.

Największy oddział stanowili Nurtowcy z lewego brzegu Dłużnicy. Przeszło osiem tysięcy ich szło w kolumnie, a przewodził im bosman Mirko.

Cała ta imponująca ogromem armia liczyła dwadzieścia cztery tysiące wojów. Dodawszy do tego szeptunki i korsarzy - przeszło dwadzieścia sześć tysięcy.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później