Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Przeprawa

Równo i w milczeniu posuwaliśmy się w wyznaczonym kierunku. Między iglastymi drzewami coraz częściej pojawiały się polany usiane suchymi trawami i krzewami. Wśród polan coraz częściej zdarzały się łysiny białożółtego piasku. To znak, że zbliżyliśmy się już do brzegu.

Dziwny to był widok, gdy w końcu kilkunastotysięczna armia wyległa na dzikie wybrzeże jeziora. Co teraz? Mielizny nie pozwolą okrętom podpłynąć bliżej...

- Do wody! - wykrzykiwali dowódcy, wskazując swym żołnierzom cele. - Płynąć do żółtych łodzi! Drużyna "Opole" do czerwonej szkuty! Woje z Trzech Chat na niebieskie slupy! Oddział "Flauty" do brygów! Żywiej !

Obciążeni ładunkiem zapasów, sprzętów i broni rzuciliśmy się w fale, walcząc z całych sił z ciągnącym nas do dna ciężarem. Szczęściem tafla jezior była spokojna przy bezwietrznej pogodzie, a wieczorna woda ciepła po całodziennym ogrzewaniu słońcem. Łodzie, na które mieliśmy się dostać nie były tak daleko od brzegu, więc jeden po drugim, wciągani przez korsarzy, gramoliliśmy się na pokłady. Zmęczeni, lecz każdy oddział na przeznaczonym sobie statku, odpoczywaliśmy czekając, na zakończenie operacji.

Całe to dziwne przedsięwzięcie odbyło się tylko po to by zachować tajemnicę. Nikt z wrogów nie przypuszcza, że w tak dalekim i dzikim miejscu armia wypłynie z Lewobrzeża. Nikt z nich nie pomyśli, że popłyniemy szerokim łukiem, przez głębokie wody jeziora. Będzie dla nich już za późno, gdy wylądujemy po prawej stronie, prawie pod granicą z ziemią Bukowców, na nieosłoniętych tyłach Prawobrzegów !

- Napracujecie się solidnie zanim dopłyniemy - odezwał się kapitan naszego okrętu, wręczając nam wiosła. - Nie liczcie na wiatr !

Mówił prawdę. Na całym szlaku nawet najmniejszy szmer podmuchu nie nadął płócien. Wiele nas wysiłku ta żegluga kosztowała. Mimo wyczerpania szczęśliwi byliśmy, że nie niepokoją nas sztormy, a także że gniewosz królewski nie mącił nam zmysłów. Dwa dni ostrego wiosłowania przybliżyło nas do celu.

- Widzę las Bukowców! - zameldował gniazdowy. - kraj Pawobrzegów też już majaczy! Żywego ducha! - odetchnęliśmy. Niedobrze by było, gdyby podczas przeprawy wpław na tę ziemię przywitały nas hakownice.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później