Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Uderzenie pioruna

Stromy brzeg Dłużnicy zarośnięty gęsto krzewami głogu, a bliżej wody osłonięty tatarakiem, był dobrym miejscem, aby czekać w ukryciu na rozpoczęć natarcia. Świetlik, Krokosz, ja i cała drużyna "Szumieje" zajmował tę pozycję od świtu. Obok wszystkie pozostałe oddziały Żywiczów. Przed sobą widzieliśmy pogrążony jeszcze w senności obóz Włościany.

gdańsk przewodnik włoœciany

Nieliczni strażnicy krzątali się przy niewygasłych jeszcze od wieczora ogniskach, nieświadomi naszej obecności. Jedynie kilku z nich spoglądało czujniej, lecz nie w naszą stronę, a na zachód, wypatrując oznak działalności na lewym brzegu. Wśród tych, którzy nie spali byli zarówno ubogo odziani w focze skóry i lnianie łachmany Rębajcy, podobni Dąbrowcom chłopi z kraju Bukowców, jak i, stanowiący największą grupę, tutejsi włościanie. Znać było, że są zamożniejsi od swych pobratymców. Przy spodniach i koszulach mieli kolorowe krajki, niejeden nosił futrzaną czapę lub kurtkę. Wielu nosiło także ozdoby z żywicy.

Ich namioty były rozbite porządnie, jak na stary naród Nurtowców przystało, lecz bez szczególnej staranności o obronność. Także warownych budowli nie było. Jedynie przy brzegu, w równych odstępach rozłożone były naostrzone pale i włócznie, którymi chłopi planowali odeprzeć spodziewany atak naszych okrętów. Ale okrętów nie było. Zamiast tego wysoki, ledwie słyszalny gwizd przeciął powietrze.

- Lewobrzeżni ruszyli! - rozległ się okrzyk dowódcy. - Naprzód, Szumieje! - Rozkazy do ataku wydawali też wodzący innych drużyn. Wszyscy Żywicze ruszyli z ukrycia pospiesznie, szeroką ławą wychodząc na północną granicę obozu. Od wschodu to samo uczynili podkomendni Mirka, a od południa Dąbrowcy z Bagieńcami.

- Żywcem, kogo można! - przypominali drużynowi. Tak, to ważne. Musimy pamiętać, że ci chłopi nam nie wrogami, ale przeszkodą i na swoją stronę przeciągnąć ich trzeba próbować.

Kto miał, w biegu wyciągnął miecz, inny napinał łuk, jeszcze inni mknęli z kuszą gotową do strzału. Wszyscy za to z bojowym okrzykiem. Gdy biegnąc osiągnęliśmy linię zewnętrznych namiotów, zastaliśmy wielu włościan do walki niegotowych. Wbrew zwykłemu w bitwie obrotowi spraw nie siekliśmy ich jednak bezmyślnie.

- Na ziemię! - krzyknąłem wpadając do najbliższego namiotu wodząc przed sobą mieczem. - Kto uległość, ten i życie zachowa! Kto drgnie choćby, matki nie zobaczy, chyba w Nawiach! - Druhowie, którzy wpadli za mną do namiotu wtórowali mi w dzikich groźbach. Tak nas pouczono.

- Wrzeszczcie, jak szaleni! - instruowali nas jeszcze przed starciem dowódcy. - Miejcie w oczach obłęd i piekielne okrucieństwo, a każdym gestem zdradzajcie niezmierzoną żądzę mordu. Niech się was lękają. Niech ich strach obezwładnia. Sami jednak zachowajcie zimną krew. Chcemy tych chłopów w niewoli, nie w dołach !

Mało kto przeciw nam z bronią stawał, jeśli zaś stawał zginął szybko. Jeden po drugim, śpiący w namiotach szli w powrozach na tyły, gdzie ich w ciasne gromady, pod ścisłą strażą zbijano. Mieli w oczach zamęt i brak zrozumienia. Myśleliśmy, że plan się w powiódł. Nie w pełni jednak.

Obóz zaskoczony początkowo, szybko zbudził się do walki. Ktoś tam mądrze ich obroną dowodził. Kto z Prawobrzeżnych zdołał, w środku obozu się schronił. Tam obrońcy poprzewracali wozy, worki i torby z zapasami na wierzch powrzucali, tak naprędce budując szańce. Skryli się za nimi kosząc z balist, łuków i kusz pierwszych z Żywiczów. Impet naszego natarcia osłabł. Prawie połowa z czterech tysięcy włościan zdołała się obwarować. Tych już, bez nowego urządzenia natarcia, łatwo nie pokonamy.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później