Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Coś ważnego

- Nie jesteście nam nienawistni! - schowany za przewróconą skrzynią wysłannik Witlicza krzyknął w stronę obrońców. - Nie chcemy waszych głów ani waszej ziemi. Rozmówcie się z nami, a przekonacie się, że zamiary nasze czyste.

- Któż to z przyjaznym zamiarem o świtaniu, z dzikim rykiem i mieczem wyciągniętym przychodzi? - zapytał drwiąco ktoś z obrońców.

- Przyjmijcie posłów, abyśmy się z wami mogli ułożyć i sprawy wyświetlić.

- Niech się pokażą - odpowiedział donośny głos zza barykady. - A sto grotów ich ciała przebije !

Chwilę zaledwie pod tej rozmowie, na zebraniu w namiocie Witlicza sprawę z niej, słowo po słowie, zdał wysłannik. Zapadła cisza, którą po dłuższym dopiero czasie przerwał sam naczelnik.

- Jak to możliwe, że potrafili w zaledwie kilka chwil takie umocnienia postawić i się za nimi przegrupować? - zastanawiał się Witlicz - Nawet najwięksi woje Prawobrzeżnych ani tym bardziej zwykli chłopi tak biegli w sztuce wojny nie są.

- Bez czarów nie ma na to wyjaśnienia ! - zawołał, któryś z pośledniejszych dowódców.

- Głupiś! - zrugał go Mirko. - Prawia po naszej stronie, niech Biedrzeniec zaświadczy.

- Nie bogowie ich natchnęli - przyznał Mirkowi rację Biedrzeniec, czując na sobie spojrzenia zebranych. - Ale też i niezwykłe to zachowanie. W tym obozie nie tylko zesłani na poślednie stanowiska, niewprawni chłopi przebywają. Zbyt są zuchwali. Musieliśmy tu także na kogoś lub coś ważnego trafić.

Teraz na mnie przyszła kolej. Od początku, nie jako syn naczelnika, lecz jako zwykły żołnierz, również przysłany z meldunkiem, w tym wiecu brałem udział. A miałem wieści ważne i niezwykłe.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później