Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Cisza II

Ruszyliśmy niepomni całonocnego czuwania. Gdy przyszedł czas natarcia znużenie odeszło bez śladu. Zrywając się do biegu zza tymczasowych osłon, równocześnie wszystkie drużyny: te Żywiczów, Rybowców, Bagieńców, Nurtowców i Dąbrowców popędziły ku szańcom, niosąc ze sobą wielość bojowych okrzyków.

Wpadliśmy na zarzucony ciężkimi workami przewrócony wóz. Kopniakiem strąciłem klinujący przejście pakunek. Krokosz i jeszcze trzech z naszej drużyny, chwycili za koła i odciągnęli furę na bok. Ktoś odrzucił tarasujące drogę beczki. Wnętrze obozu stanęło przed oddziałami Żywiczów otworem. Rozpędzeni wojownicy wpadli do serca Włościan rozglądając się za obrońcami, chcąc pomścić uprzednie zniewagi.

Wśród rozwleczonych resztek szańca nie było jednak komu stawiać czoła. Ci których tam znajdowaliśmy leżeli bez ducha. Powieki ich to zamknięte, to znów otwarte, z oczami bez wyrazu wślepionymi w zimne o brzasku barwy nieba. Twarze bez wyjątku wykrzywione nienaturalnie, jakby ich od środka wróg jakiś gnębił. Spieniona ślina i krew, czasem na wpół zastygła, sączyła się z ust nieszczęśników.

- Grzybi wywar wyssał z nich życie - zawyrokował Krokosz przyglądając się bliżej umarłym. - Dlatego nas obelgami obrzucali, aby natarcie sprowokować co rychlej, gdy jeszcze moc muchomorów w nich siedziała. Wiecznie jednak nowych dawek ich ciała znosić nie mogły i ulegli truciźnie. Kto ich do tego szaleństwa skłonił ?

- Tamten zapewne! - krzyknąłem, gdy nieopodal czarna, okuta w żelazo sylwetka, próbowała przemknąć między namiotami. - Za nim !


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później