Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Omotnik

- Chylę czoła przed jasnym umysłem waszego naczelnika - rycerz przesadnie głębokim ukłonem zobrazował swoje słowa. - Mało kto zdobyłby się na wyprawę na tyły wroga, z całymi niemal siłami. Nie mylę się, mówiąc, że widzę tu dziś prawie wszystkie wasze wojska, prawda ?

Nikt nie odpowiedział. Czarny, wziąwszy milczenie za potwierdzenie swoich słów, coraz pewniejszym głosem ciągnął:

- Tak. Piękny to manewr. Tym piękniejszy, że nikt tu we Włościanach podstępu nie spostrzegł. Możecie być spokojni, że w górze rzeki także myślą, żeście w chaszczach po drugiej stronie Dłużnicy ciągle skuleni.

Coraz pewniejszy siebie wojownik Popiołców opuścił krąg swych obrońców i zaczął swobodnie przechadzać się wśród naszych szeregów, nie tracąc przy tym pewności głosu i szerokiego uśmiechu z twarzy. Każdego, którego Omotnik mijał przechodził dreszcz. Wyniosły, dostojny... z innego on świata! Nie to co my prostacy z zapadłych wiosek !

- Kim jesteś, naczelniku Lewobrzeżnych? Okaż się, abym ja, Omotnik, wysłannik i rycerz Popielnego Roju mógł oddać ci honor! - zabrzmiało to jak wyzwanie.

- Oto jestem, Omotniku - z tłumu słowiańskiego wojska wyłonił się ojciec. - Zwą mnie Witlicz. Chcesz, jak słyszałem, oddać hołd naszemu zwycięstwu ?

- Witaj, wodzu - Omotnik jeszcze raz głęboko się ukłonił, cały czas jednak bacznie przyglądając się ojcu. - Tak. Chcę okazać tobie szacunek. Czyż może to rycerz zrobić prawdziwiej niż skrzyżować miecz z człowiekiem z gminu? Wyciągnij broń, Witliczu, a jeśli mnie pokonasz, twoje zwycięstwo będzie jeszcze pełniejsze !

Jakże jadowity jego język! Miażdżącą przewagę Słowian zamienił na pojedynek wódz przeciw wodzowi !


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później