Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Spryt

Ojciec, chcąc przejąć inicjatywę, atakował raz po raz myląc i nacierając na przeciwnika w sposób, jakiego nikt z nas nie potrafiłby powtórzyć. W dzieciństwie wiele razy obserwowałem go, gdy ćwiczył się w walce, lecz nigdy z taką biegłością się nie zdradzał. Gdzie się tego nauczył? Od kogo? Wiele w moim ojcu tajemnic drzemało...

Cięcia ojca raniły jednak tylko powietrze. Spryt i zręczność Witlicza nie były dla Omotnika zaskoczeniem. Znał wszystkie ze sztuczek, jakie ojciec stosował i z łatwością się przed nimi bronił. Ich znajomość sztuki wojennej pochodzić musiała z tego samego źródła. Z tą różnicą jednak, że Omotnik wyglądał, jakby się z nią narodził, a ojciec, jakby ją ruch po ruchu, manewr po manewrze, wykradał nieznanym i nieskorym do pomocy mistrzom...

- Zaskakujesz mnie Witliczu! Doskonale władasz mieczem! - kpił coraz pewniejszy siebie rycerz. - Gdybyśmy się w innych okolicznościach poznali, wziąłbym cię na swego ucznia. - Wysłannik Popiołców śmiał się pewny siebie i zwycięstwa.

Witlicz, jak myślę, wiedział o co toczy się gra. To była walka z demonem o dusze Słowian. Zwyciężyć oznaczało dać im wolność i prawo do decydowania o swym losie. Przegrać, oddać ich umysły w niewolę obcych potęg...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później