Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Rany

- Najmądrzej by było ruszyć natychmiast - rzeczowo stwierdził Ciernik, gdy po skończonej rozprawie z Omotnikiem i jego sługusami, wodzowie zebrali się na majdanie.

- A kto nas poprowadzi? - zapytał Biedrzeniec. - Zajmie trochę czasu, nim Witlicz dojdzie do siebie.

- Stracimy przewagę zaskoczenia - odpowiedział Ciernik.

- Prawie pewne, że wieść o naszej tu obecności już do nich dotarła. Nie wszystkich szpiegów możemy wytropić, a i oni swoich czujnych wysyłają.

Ciernik nie odpowiedział na to, tylko spuścił głowę, a pozbawione wyrazu oczy wbił w ziemię.

- Kolejny obóz na naszej drodze to Stany - Mirko najlepiej znał sytuację. - Tam już nie prości włościanie, ale solidna drużyna, która bić się potrafi. Trzeba się na potyczkę z nimi przygotować.

- Stańmy więc na kilka dni tutaj - zaproponował Biedrzeniec. - Ranni dojdą do siebie, Może kogoś z tutejszych i jeńców do naszej sprawy przekonamy. Tasznik wydobędzie co się da z tych możnych ze stolicy. A i przyjrzeć się ich sprzętom będzie czas. Niektóre z nich dziwne mi się wydają. Zgoda ?

- Zgoda - odpowiedzieli wszyscy wodzowie: Mszar, Ciernik, Kolczak, Witlicha i Mirko. Cieszyłem się z takiego obrotu spraw. Wolałem, aby i ojciec i Świetlik zdrowieli na miejscu, pod opieką najlepszych szeptunek.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później