Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Jeńcy

- Więcej jest tajemniczych spraw, które się za tym dziwnym ładunkiem kryją - powiedział Tasznik, który spóźniony dołączył do spotkania. - Przepytałem o to pojmanych możnych ze stolicy. Później jednak wam o tym opowiem. Wypada, abym naczelnikowi, gdy ozdrowieje, pierwszemu zdał sprawę z ustaleń. Tymczasem musimy uzgodnić, co z jeńcami...

- Musimy ich dobrze traktować! - szybko odpowiedział Mirko. - Tego by sobie życzył Witlicz. Przecież to Słowianie !

- Tak też się dzieje - zgodnie skinął głową Tasznik. - Trzeba jednak umyślić, co dalej z nimi.

- Część być może zechciałaby do nas dołączyć? - zastanawiał się Mirko.

- Z pewnością. Wielu, których tu pod strażą trzymamy zostało do Włościan ściągniętych przemocą. Prawobrzeżni obawiali się powstań na tyłach swych stanowisk, dlatego wszystkich niepewnych chłopów skupili tutaj. O tych możemy być spokojni, to sojusznicy i będą nam przyjaciółmi.

- A co z tymi, którzy tu z własnej woli? - zapytał Kolczak.

- Tych radzę przebadać każdego z osobna. Znane wszystkim są waśnie między Żywiczami, a Rębajcami oraz miedzy lewo i prawobrzeżnymi Nurtowcami. Niedobrze, gdyby te sprawy miały wpłynąć na ocenę. Wielu z jeńców jest tu za sprawą jadowitego języka Popiołców, wielu wygnanych przez głód. Są i tacy, którzy pozostaną nam wrogami na zawsze. Osobno też trzeba przyjrzeć się najbliższym towarzyszom Omotnika. A to jeśli pozwolicie uczynię sam.

Zebrani nie odpowiedzieli. Widzieli dobrze, co to znaczy dla tych nieszczęśników, lecz nic nie odpowiedzieli. Daleką drogę przeszedł Tasznik od początku zawieruchy...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później