Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Półżywy

Zza grubej zasłony odgradzającej nas od wnętrza namiotu wychyliła się Witlicha. Znać było, że nasze wystawanie pod siedzibą naczelnika było jej nie w smak, lecz rozumiała, że wódz, nawet ciężko chory, musi rządy sprawować.

- Naczelnik chce was widzieć. Obu. - powiedział półgłosem. - Pamiętajcie, że jest bardzo słaby. Nie wolno wam go zbyt długo niepokoić.

Weszliśmy. Witlicz spoczywał na drewnianym, pokrytym gęsto futrami łożu. Ciało jego było niemal bez życia, lecz płonące w oczach iskry mówiły, że wyjdzie czasem z ciężkiego stanu. Nieznacznym ruchem ręki nakazał, abyśmy podeszli i usiedli przy nim.

- Tylko o zdrowie nie pytajcie - uprzedził. - Sami widzicie. Co ustaliłeś Taszniku ?

- Z Włościanami poszło gładko - zgodnie z życzenie naczelnika, Tasznik przeszedł od razu do rzeczy. - Mamy tysiąc nowych żołnierzy. Reszta rozpuszczona do chałup. Tylko dwie setki do szpiku omotanych trzymać trzeba będzie pod strażą do końca rozprawy.

- Dalej - naczelnik skrzywił się lekko, czekając widać na ważniejsze wieści.

- Nie ma wieści o ruchawkach w krajach Bukowców i Rębajców. - Tasznik treściwie opowiadał o stanie rzeczy. - Na naszych starych ziemiach także spokój. Wśród wojów duch urósł po łatwym zwycięstwie. Gotowi są za tobą dalej podążać.

Po minie sądząc nie tego chciał zmęczony już Witlicz słuchać.

- Zdobyliśmy niewiele wojennego oręża, za to o zapasy dla gospodarstwa martwić się już nie trzeba...

- Dalej - ponaglał naczelnik.

- Muchomory! - domyślił się Tasznik. - Na to zapewne czekasz. Przesłuchałem możnych i tych ze średnich stanów. Jak myśleliśmy to sprawa kluczowa nie tylko dla naszego zaścianka !


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później