Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Szybko

Niedługo było nam dane cieszyć się łatwym zwycięstwem nad Włościanami. Niewiele czasu mieli ranni, by dojść do siebie, a przyjaciele, by pożegnać tych, co polegli. Nowych żołnierzy, co na naszą stronę przeszli, także za wcześnie było w boju sprawdzać. Wszystko w pośpiechu się odbywało, by nie dać zanadto czasu wrogom na przygotowania.

Ani Świetlik ani wielu rannych ani co najgorsze Witlicz, do drogi gotowi nie byli, dlatego uradzono, iż na czas nieobecności naczelnika dowodzenie przejmie Biedrzeniec.

- Do obozu Stany mamy dwa dni marszu - zaczął Tasznik. - Nie możemy się łudzić, że jeszcze o nas nie wiedzą. Ale im szybciej ruszymy, tym mniej czasu na przygotowania im damy.

- Na tej drodze już można zasadzek oczekiwać - przytaknął Mirko. - Dlatego przodem musimy puścić czujnych. Niech pójdą Lewobrzeżni, ja ich poprowadzę. Najlepiej okolice te znamy.

- Ruszajmy więc - zadecydował Biedrzeniec.

Nie minęła godzina, gdy armia gotowa była do wymarszu. Najpierw, jak uzgodniono, ruszył niewielki oddział Nurtowców, by wybadać teren. Za nimi reszta wojsk, a tylko niewielką drużynę pozostawiono z rannymi, jeńcami i ślubującymi Witliczowi wierność, lecz wciąż niepewnymi Włościanami.

Krokosz i ja ruszyliśmy pod rozkazami Biedrzeńca wraz z innymi Żywiczami. Niewieleśmy jednak drogi spokojnie przeszli. Gdy szlak, którym podążaliśmy zagłębił się w gęsty las, porastający niewysokie, lecz świecące skalnymi łysinami wzgórza, ukazał nam się widok straszny. Niemal cały oddział, który przodem szedł został wybity. Szczątki ich porozrywane, jakby najdziksze bestie w skrajnym szale na żer przyszły. Z tych co się uchowali, żaden nie umiał słowa wydusić. Tylko Mirko, ledwie przytomny spojrzał w naszym kierunku.

- Diabły po nas przyszły !


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później