Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Nowe pole

Wiele godzin spędzili Biedrzeniec, Witlicha i Krokosz próbując rozwikłać tajemnicę niezwykłej napaści na oddział Mirka. Oglądali każdy pień, każdy liść i każda gałąź. Odwracali każdy kamień i zaglądali do każdego podejrzanego zagłębienia. Pomagali im żercy Żywiczów, szeptunki i wojowie Kolczaka, biegli w znajomości leśnego runa. Uwagi, które wymieniali nic postronnym, nie znającym sztuki zielarskiej, nie mówiły. O moją naukę ojciec na szczęście zadbał i chociaż nie byłem biegły w tej dziedzinie, przynajmniej rozmowy znawców potrafiłem zrozumieć.

- Naliczyłem najmniej dwadzieścia różnych grzybów - podsumował swoje poszukiwania Krokosz. - Do tego niezliczona liczba ziół i suszonych owoców. Węgiel drzewny, olej skalny i wiele zapachów, których rozpoznać nie potrafię.

- Takiego skupienia najróżniejszych surowców nigdy nie spotkałam. A długo żyję - dodała Witlicha. - Wszystkie ona są... - szukała odpowiedniego słowa. - Zwietrzałe. Jakby były długo przechowywane i przewożone na wielkie odległości. Nadto prawie wszystkie były łączone z pitnym miodem, zdaje się półtorakiem, i mocnym, chyba czarnym, piwem.

- I jakież są wasze z tego wnioski? - nim zadał pytanie Biedrzeniec długo myślał, o tym co usłyszał.

- Nie potrafię nazwać tego inaczej niż... - Krokosz w końcu odważył się wypowiedzieć to słowo. - Magia !

- Tak - odpowiedział zamyślony Biedrzeniec. - Wszystko tu jest tak dziwne, niezrozumiałe i straszne, że moglibyśmy nazwać to magią. Ale to by znaczyło poddać się! Magia jest domeną bogów! Nam jako oręż dano rozum !

- Wybacz... - Krokosz zamilkł i spuścił wzrok, zrugany przez swego mistrza.

- Musi być związek między tym strasznym mordem, a nagromadzeniem surowców - Witlicha przerwała niezręczną ciszę. - Wiemy przecież, że zioła i inne materiały można wykorzystać do leczenia chorób, kontaktów z Nawiami, zwiększenia potęgi wojów. Wiele jest zastosowań. Pojawił się tu ktoś, niezwykle w tej sztuce biegły, który surowce potrafi mistrzowsko łączyć i wiel róznych wywarów naraz stosować.

- Najpierw użył lotnego wywaru, by czujność naszych uśpić - spróbował wyobrazić sobie bieg zdarzeń Biedrzeniec, ze skupieniem wbijając oczy w pobliskie buki. - Gdy zbliżyli się, wypuścił w powietrze zapachy, które pozbawiły naszych szybkości, siły i odwagi. Oszołomił ludzi Mirka wizjami diabłów i innych potworów. Innych zaś użył ziół, by wszystkie cechy swoich ludzi polepszyć! A ponadto, co straszniejsze, mimo tylu trucizn wszyscy uniknęli losu tych, co je zażywali we Włościanach. Nie tylko przeżyli, ale zdołali niepostrzeżenie ujść !

- Trzeba będzie im stawić czoła na nowym polu, jeśli choć marzyć chcemy o zwycięstwie !


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później