Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Potrzask

Pośród wielu wieści, które niosły trwogę, tylko jeden list, od zdrowiejącego Witlicza, choć trochę mrok dusz naszych rozświetlił.

Druhowie !

Znane mi są wypadki, które były udziałem drużyny Mirka. Wam znane są podobne, które przetaczają się przez cały kraj Białej Wody. To co przepowiedziane zaczęło się wcześniej niż chcieliśmy. Rozkazałem naszym okrętom wszystkich uciekinierów przewozić tu, na ziemie Nurtowców. Innego wyjścia nie ma.

Moim życzeniem jest, aby Mirko wrócił na lewy brzeg Dłużnicy i tam dla części uchodźców przygotował gościnę, strawę i życzliwość Lewobrzegów. O to samo poprosimy tutejszych, a przychylnych nam gospodarzy. Nie odmówimy schronienia także tym, którzy przybędą tu z ziem Bukowców i Rębajców ! Witlichę i szeptunki proszę, aby wyznaczyły spośród siebie te, które uciekinierami najlepiej będą umiały się zająć. Do pozostałych z was niedługo dołączę i poprowadzę na Stany.

Trudne przed nami chwile. Nie mamy gdzie się wycofać: za nami uchodźcy i ścigające ich demony, przed nami wrogowie i diabły ich wspierające. Z całą pewnością nie mamy już żadnej przewagi nad Prawobrzeżnymi i, jeśli nie upatrywać pomocy w boskich działaniach, marne nasze nadzieje na zwycięstwo. Jednak teraz, gdy cały nasz dawny świat niedługo wyląduje tuż obok, nie mamy innego wyjścia: staniemy naprzeciw obozowi Stany, później przeciw możnym ze stolicy, wreszcie przepędzimy samych Popiołców! Wbrew wszystkiemu, pokonamy ich tą sama bronią, którą ja Omotnika zwyciężyłęm !

- Na Stany! - zakrzyknęli wodzowie. - Taka jest nasza wola !


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później