Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Stany

Mimo, że droga była daleka, to jednak wszystkie oddziały, idąc zadbanym szlakiem, pokonały ją szybko. Jeszcze szybciej podróżowała niewielka drużyna Witlicza, który zdołał dogonić główne siły jeszcze zanim zdołaliśmy choćby z oddali dostrzec wrogie obozowisko.

Wreszcie, już pod bezpośrednimi rozkazami naczelnika, stanęliśmy na wzgórzu położonym u wrót doliny, w której Stany czekały na swego pogromcę. Kraina ta była płaska, jak tafla jeziora. Na południowym i północnym horyzoncie pradolina ograniczona był pasmami stromych, choć niewysokich wzgórz.

Rola musiała być tu do upraw pierwszorzędna, bo kominów, skupionych w licznych, gęsto pokrywających ziemię wioskach, nie sposób było zliczyć. Każda osada poprzecinana była najmniej kilkoma drożnymi kanałami doprowadzającymi do pól wodę z majaczącej na zachodnim widnokręgu Dłużnicy.

Krajobraz pełny był młynów, karczm, chramów i kącin. Od pokoleń ta ziemia była mądrze uprawiana, a do tego szczęśliwa, bo wojny nie znała. Bogowie szczodrze tę część kraju Prawobrzegów obdarzyli.

gdańsk przewodnik stany

Za szachownicą pół i wiosek odcinał się od okolicy, upstrzony białymi płachtami namiotów, cel naszej wędrówki.

- Dziś staniemy obozem na tych wzgórzach - zadecydował Witlicz. - Odpoczniemy obmyślimy plany ataku i wzniesiemy modły do bogów. Jutro rozstrzygnie się los Słowian!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później