Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Bliżej

Podkraść się pod obóz Stany najłatwiej było poruszając się siecią rowów i kanałów gęsto pokrywającą całą pradolinę. Nadchodzący zmrok poszarzający od zachodu przejrzyste dotąd niebo był naszym sprzymierzeńcem. Dość często mijaliśmy miejscowych, nieskorych jednak z natury do wypatrywania podejrzanych zjawisk. Bez przeszkód dostaliśmy się w okolice niewielkiego, śródpolnego zadrzewienia, położonego tuż obok obozu. Tu zamierzaliśmy przeczekać do świtu, by dokładnie przyjrzeć się wrogom.

- Dlaczego do nas przystałeś? - Krokosz nie krył swoich obaw co do szczerości zamiarów Bażyny.

- Mówisz, jak ktoś, kto ma w życiu wybór - parsknął Rębajec. - A jakie miałem inne wyjście? Najpierw nasza Starszyzna przymusiła mnie, bym się z innymi we Włościanach stawił. Dla dobra Rębajców oczywiście. Potem wy przyszliście i kazaliście decydować: wracać tam, gdzie śmierć z rąk Żmija czeka lub przystać do was. Chcesz jeszcze raz zapytać dlaczego ?

- Zawsze ma się wybór - odparł ostro Krokosz, lecz po chwili łagodniejszym tonem dodał. - Ale nie mnie cię osądzać.

- Krokosz chce wiedzieć - odważyłem się zapytać wprost o to, co naprawdę nurtowało Krokosza. - Na ile możemy tobie zaufać...

- Nie rzucę się na ciebie teraz - wycedził bliski wybuchu Bażyna. - Nie przekłuję cię też nożem, gdy się odwrócisz. Dbam o cześć mojego rodu. Przysięgałem wierność naczelnikowi i tej przysięgi dochowam. Ale nigdy, przenigdy, nie wmawiaj mi, że mogę być zdrajcą !


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później