Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Pod gwiazdą

Ukryci wśród trzcin i tataraku porastających nieużywany rów nawadniający, cały dzień nasłuchiwaliśmy odgłosów życia Stanów. Codziennej gospodarczej krzątaniny, ćwiczeń wojów i ich rozmów. Zwłaszcza jedna z nich, między strażnikami warowni, a przybyłymi uciekinierami z kraju Rębajców, utkwiła mi w pamięci.

- Idźcie stąd! Szukajcie pomocy u okolicznych wieśniaków. Są zamożni i dobroduszni na tyle, by mogli wam pomóc! - odpowiadał jeden żołnierzy na prośby mężczyzny. Towarzysząca mu kobieta, w bardzo już widocznym stanie brzemiennym, ledwie trzymała się na nogach.

- Gospodarze tutejsi są, owszem uprzejmi, nie okazują pogardy, jednak nikt gościny nie chce udzielić, a moja żona rodzić będzie! - błagał mężczyzna.

- Nic na to nie możemy poradzić. To jest obóz wojskowy. Niedługo Lewobrzegi tu przypełzną. Nie mamy dla was miejsca. Do bitwy musimy się przygotować !

Uchodźcy odeszli nie znajdując nigdzie oparcia.

- A my wam pomożemy! - pomyślałem. - Nie tylko dlatego, że Witlicz tak nakazał. Kim byśmy byli odmawiając pomocy potrzebującym? Cała ta nasza wędrówka i walka nie miałaby znaczenia. Idźcie na północ !

Spojrzałem w niebo. Wyjątkowo dziś przejrzyste wzbogaciło się o nową, przyozdobioną jeszcze niezwykłym warkoczem, gwiazdę.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później