Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Obóz Stanów

- Czekają na nas. Są pewni, że dojdzie do bitwy - Krokosz przekazywał Witliczowi swoje spostrzeżenia ze zwiadu. - Siłą i liczebnością są nam najmniej równi. Podpatrzyliśmy, jak ćwiczą. Władają mieczem nie gorzej od nas.

- Traktują nas bardzo poważnie - dodałem swoje. - Ale dziwne jest zachowanie tutejszych wieśniaków. Zupełnie nie zdają sobie sprawy z tego, że czeka ich pożoga.

- Być może ci ze Stanów celowo nie mówią im, że jesteśmy dla nich prawdziwym zagrożeniem - zastanawiał się na głos Ciernik.

- Może - powtórzył nieprzekonany Witlicz. - Co jeszcze ?

- Uciekinierzy. Jeszcze więcej niż we Włościanach i na lewym brzegu. Musieli tu przyjść bocznymi drogami u podnóża Miedzianych Gór. Miejscowi nie traktują ich najlepiej. W najlepszym razie odsyłają na północ, także możemy spodziewać się wielu nowych zbiegów, którym trzeba będzie schronienia udzielić.

- Udzielimy - bez wątpliwości skomentował Witlicz. - A tymczasem zbierajcie drużyny. Czas podejść pod obóz.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później