Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Poseł

W mniemaniu wysłanników Stanów słowa Biedrzeńca były zbyt mądre, jak na dzikich Lewobrzegów, żyjących niemal na sposób zwierzęcy, jak lubili sobie nas wyobrażać. Dlatego nie wiedzieli co mają o nas teraz myśleć. Zmieszanie to ostudziło trochę ich nazbyt rozgrzane w oskarżeniach głowy.

- Wybaczcie. Nie tak nakazuje się witać obyczaj - najbliższy nam, kupiec, skłonił się lekko. - Jesteśmy posłańcami prawowitego wojewody Nałęcza, wodza drużyny Stanów, w służbie Świętego Wiecu Nurtowców obu brzegów. Moje imię Korowaj. To mnie, jako orędownikowi najzacniejszego stanu kupieckiego, powierzono zadanie rozmówienia się z wami.

Wydawało się, że gdy Korowaj wspominał o godności stanu kupieckiego jego dwaj druhowie skrzywili się na chwilę. Ich także zapewne rozsierdzał rozwlekły wzór mowy kupca. Nie dali jednak po sobie poznać rozdrażnienia, a Korowaj mógł swobodnie dokończyć powitanie.

- Towarzyszą mi zacni: Zażyn, którego na orędownika wyznaczyli najemni wojowie oraz Latko, niezrównany wśród swego cechu pozłotnik - obaj wymienieni, stojący tuż za Korowajem, skłonili się lekko. - Nim zasmucił nas widok tej zatrważającej zbrodni, celem naszym było zapytać o przyczynę waszego nieoczekiwanego pobytu w kraju Nurtowców.

Każdy z tej kwiecistej przemowy wyłowił inne szczegóły. Uwagę Ciernika zwróciło, który z przedstawicieli różnych stanów jest tu najważniejszy. Biedrzeńcowi nie umknęło, że o bogach nikt nie wspominał, a świętym nazywa się tylko wiec Starszych. Lewobrzeżnych rozdrażniły, niezauważalnie dla reszty, słowa o władzy tego Wiecu nad wszystkimi Nurtowcami. Witlicz natomiast bacznie wsłuchiwał się w swobodny, olśniewający, jakby żywcem wyjęty z ust Popiołców, sposób mówienia posłańca.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później