Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Drugi gwizd

Gotowi na ostateczne starcie zbliżaliśmy się do szańców Prawobrzegów. Jeszcze do nas nie strzelali, ze swych łuków, kusz i balist. Za daleko. Nie chcieli niepotrzebnie marnować pocisków. Z naszych szeregów także nikt jeszcze nie rzucał specjalnie wysuszonych, łatwopalnych pęków łoziny, zmieszanych z pokruszoną hubą i siarką.

Były to jednak ostatnie chwile, kiedy jeszcze pamięć zapisywała wspomnienia, ciało słuchało głowy w swych ruchach i decyzjach. Za moment rozpęta się piekło. Obrońcy położą pokotem naszą pierwszą linię, potem drugą, trzecią i wreszcie wszystkie odwody. Może uda nam się zabrać ze sobą kilku chociaż obrońców.

Było już tak blisko, że widziałem wszelkie szczegóły wewnątrz położonego na dwumetrowym, ściętym na płasko ręka człowieka wzgórzu. Widziałem drewniane, zakopane do połowy koła wozów tworzących szaniec. Porządne, żelazne łancuchy i połyskującą w leniwym, porannym słońcu broń Prawobrzegów. Wkrótce ta broń zakończy nasz żywot... Drugi gwizd drużynowych był sygnałem, by biegiem ruszyć do ostatecznego natarcia ...

Huk !

Nagle u stóp wzgórza wystrzelił w górę i na boki gęsty gryzący dym, a iskry i płomienie rozświetliły żywiej poranek. Na całej długości linii obwarowań wzniósł się krzyk przerażonych obrońców, chociaż i nasi żołnierze, nie wiedząc, co się dzieje zakrzyknęli w zaskoczeniu...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później