Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Równe siły

Dym długo nie odsłaniał pobojowiska pozostawionego przez tajemnicze wybuchy na zboczach obozu. Blask żarzących się na tle ciemnej, gryzącej zasłony błyskawic raził zarówno obrońców, jak i nasze wojska.

Gorące drobiny rozerwanych sprzętów, niczym zapalające pociski ulatywały w górę, by lądując na ubraniach, namiotach i wozach natychmiast je zapalać.

W tym zamieszaniu jedynymi, co zimnej krwi nie tracili, byli nasi drużynowi i wodzowie, którzy zdawali się na ten moment czekać.

Trzeci gwizd! To sygnał do ostatecznego boju, do bezpośredniej bitwy, która dzięki tej dziwnej katastrofie stała się wreszcie możliwa.

Dym opadał powoli, pioruny ślizgające się po resztkach szańca z wolna przygasały, a ludzie dochodzili do siebie. Nieważne, co było przyczyną tego pożaru. Ważne, że po osłonie z wozów nie pozostał ślad. Mieliśmy przed sobą obrońców: uzbrojonych, jak my, silnych, jak my i równie jak my chcących zwyciężyć.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później