Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Drugi

To było długie starcie, za to chwila wytchnienia po nim zbyt krótka. Gdy tylko powstałem znad ciała powalonego najemnika, lewym ramieniem szarpnął ostry ból. Nawała paraliżującej męki przetoczyła się przez całe ciało, wbrew woli wykrzywiając ręce i nogi, a obraz świata zastępując ciągiem piekących błyskawic.

Dobra chwila minęła, nim znów zapanowałem nad swoim ciałem. Grot nie byłej na szczęście dziełem mistrza. Strzała tkwiła płytko, zatrzymując się na kości ramienia, dlatego łatwo i niemal bez bólu ją wyrwałem.

Doświadczenie podpowiadało, że lada chwila nieznany napastnik znów napnie cięciwę i dosięgnie mnie druga strzała. Wiedziony tym przeczuciem z miejsca płasko padłem na ziemię. Nie pomyliłem się. Pocisk wbił się w nadpaloną deskę, wystającą ze szczątków rozerwanego wybuchem szańca.

Rozejrzałem się lepiej i wsłuchałem w otoczenie. Wokół żywej duszy. Tumult głównego nurtu bitwy coraz bardziej się oddalał. Usilnie wypatrywałem wrogiego łucznika, lecz nikogo dostrzec nie potrafiłem.

Wiedziałem tylko, z której strony należy spodziewać się kolejnej strzały. Przewrócony wóz, resztki wartowniczego gniazda, mnóstwo osmalonych desek, roztrzaskanych skrzyń i beczek. Gdzieś, między tymi sprzętami ukrywał się wrogi łucznik. Nie zdradzał go jednak najmniejszy szmer ani cień padający zza kryjówki.

Trzecia strzała świsnęła gdzieś, spomiędzy sprzętów. Nie zdążyłem uchylić głowy, a tylko nieznacznym, bezwiednym drgnięciem uratowałem sobie życie. Pocisk ześliznął się po czole i skroni. Tym razem pola widzenia nie przesłoniła biel bolesnych piorunów, ale czerwień tryskającej z rozbitego łuku brwiowego krwi.

Owinąwszy rękę w połę rozerwanej koszuli przyłożyłem ją do czoła, próbując powstrzymać lejący się na oczy potok krwi. Jednocześnie wczołgałem się do niewielkiego leja pozostałego po wybuchu. Tutaj Prawobrzeg nie mógł mnie dosięgnąć nie opuszczając bezpiecznego ukrycia.

Odrzuciłem miecz, w tej walce się nie przyda. Łuku także na razie napiąć nie zdołam. Cała nadzieja w załadowanej na szczęście kuszy. Jeden bełt, który musi być dla wroga śmiertelny.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później