Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Słowianie i orłan

Krew uparcie sączyła się na oczy, gdy w oczekiwaniu na ruch skrytobójcy leżałem schowany w wyrwanej wybuchem jamie. Coś się poruszyło. Co? Niewyrazny obraz - posoka oczy ciągle zalewa... Za szczątkami czerwonego zaprzęgu, między czerwonymi beczkami i czerwonymi skrzyniami dostrzegłem ostrożnie podkradającą się sylwetkę łucznika. Znów otarłem krew z twarzy, a barwy na chwile wróciły na swoje miejsca. Zdążyłem tylko zobaczyć biały niegdyś, osmalony ogniem walki kaftan cechu kuśnierzy, zanim głęboka czerwień znów zalała obraz.

Szkarłatna postać zbliżała się ostrożnie na ugiętych nisko nogach. Wysokie, amarantowe boty z foczej skóry, mocne, karminowe spodnie i ciemnowiśniowa koszula odziewały jego sylwetkę. Rubinowy kołnierz z lisa i cynobrowa czapa z jenota wiele mówiły o jego ważnym miejscu w cechu. Skradał się z cisowym łukiem w ręku, ozdobionym barwą makowych kwiatów.

Z kuszą gotową do strzału czekałem, aby w dogodnej chwili wypuścić śmiertelny pocisk.

Obcy zbliżał się i już za chwile miał mnie zauważyć. Tylko jedna próba! Wciąż leżąc na plecach napiąłem w wysiłku wszystkie mięsnie i wystrzeliłem. Dzięki bogom trafiłem! Ugodzony poniżej kości jarzmowej ostrym, jak ślad błyskawicy grotem, zalał się krwią, która nie odcinała się zbytnio od barwy jego purpurowej, najwyżej trzydziestoletniej twarzy. Upadł nie zdążywszy nawet krzyknąć.

gdańsk przewodnik orłan biały, orzeł bielik, orzeł przedni

Odetchnąłem i położywszy głowę na ziemi spojrzałem w niebo. Jakiś wielki cień przesłonił na moment słońce. Jeszcze raz starłem posokę z twarzy. Nim uparte krwawienie powróciło, zobaczyłem sylwetkę białego jak śnieg orłana. Olbrzymiego. Największego, jakiego w życiu widziałem. Dostojnie szybował na tle czerwonego nieba.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później