Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Trzecia

Wyrwałem się z zaczarowania pięknym, nierzeczywistym widokiem orłana, za sprawą odgłosu ludzkich kroków, dochodzącego gdzieś zza pasa zrujnowanego szańca. Ostatnim wysiłkiem woli spiąłem mięsnie, by przeczołgać się do brzegu schronienia. Rana na ramieniu bolesnym szarpnięciem przypomniała o sobie, a z czoła, z nową siłą popłynęła krew. Bez choćby chwili wytchnienia, trzeciemu Prawobrzegowi już nie dam rady...

Kroki, których dźwięk wydawał się nad wyraz lekki i zwinny zbliżały się coraz bardziej. Czyżby kolejny łucznik czaił się by zaatakować skrytobójczo ?

- Zimowit, gdzie jesteś? - odezwał się głos przybysza, usiłującego jednocześnie szeptać i krzyczeć. Głos był przyjazny i znajomy. Kobiecy. Nie mogłem uwierzyć własnym uszom !

- Borówka! - krzyknąłem, zupełnie zapominając o szalejącej wokół bitwie.

- Zimowit! - w mgnieniu oka Borówka znalazła się w moich ramionach. Dawniej, zanim świat ogarnęła pożoga wstyd i karcące spojrzenia starszych nie pozwoliłyby nam tak nieobyczajnie się zachować.

- Jesteś ranny - powiedziała po chwili zarumieniona, odwracając szybko głowę. Jej także musiały przypomnieć się przykazania rodziców. - Opatrzę cię.

- Skąd się tu wzięłaś? - zapytałem, pozwalając Borówce zająć się moimi ranami.

Kilka tygodni wystarczyło, by jej obraz, który przywoływałem ilekroć chciałem uciec od bieżących zmartwień, zaczął odbiegać od rzeczywistości. Dawniej długie, upięte w kosę włosy, były teraz krótko przycięte. Rysy twarzy wciąż były miękkie, jednak coś nieuchwytnego kazało widzieć w niej już bardziej dojrzałość niż dziewczęcą beztroskę. Tylko blask w oczach, zdradzający upartą, pewną swej wartości niewiastę pozostał niezmieniony.

- Krokosz pokazał mi, gdzie ostatni raz cię widział. Jestem teraz szeptunką - odpowiedziała z uśmiechem i dumą. - Witlicha przyjęła mnie do swojej drużyny kilka dni temu, pod Włościanami. Chociaż nieźle przy tym zrzędziła...

- Ale skąd w ogóle wzięłaś się na tej ziemi?!

- Przecież wszyscy tu są! - odrzekła zdziwiona moja niewiedzą. - Uciekłam na okrętach Rybowców, razem z innymi. Na starej ziemi chyba nikt już nie pozostał. Diabły nie pozwalały już spokojnie żyć na Półwyspie. Zresztą nawet gdyby nie te bestie i tak musielibyśmy się wynosić. Wszystko się przeciw nam sprzysięgło: wichury, powodzie, choroby. Pomarlibyśmy z głodu, gdybyśmy zostali...

Przerwała nagle i patrząc na mnie pełnymi niepokoju, zielonymi oczami zapytała:

- Co teraz z nami będzie? - ... zupełnie, jakby oczekiwał ode mnie, że sam ułożę losy świata według jej pragnień...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później