Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Wir

Na obu skrzydłach, tam gdzie walczyli Bagieńcy i Dąbrowcy, natarcie zatrzymało się wśród zgliszczy obróconego w ruinę obozu. Zarówno obrońcy, jak i nasi sprzymierzeńcy zajęli co dogodniejsze dla osłony miejsca i z ukrycia próbowali dosięgnąć wroga włócznią, prochową bombą albo żelaznym grotem strzały. Ten zwyczajny wprawdzie ludom i bagien, i puszcz sposób wojowania nie sprzyjał jednak Słowianom. Jeśli ta bitwa miała być dla nas zwycięska, musiał się prędko rozstrzygnąć.

Płomień bitwy tym silniej płonął, im głębiej wnętrza obozu okiem sięgnąć. Tam nasi najlepsi wojownicy krok za krokiem musieli wydzierać pole upartym żołnierzom Stanów. Całe rody Żywiczów, Nurtowców z lewego brzegu i Rybowców przemieszały z wrogami, bijącymi się w barwach najemnych drużyn, rzemieślniczych cechów, strażników świątyń i możnych bractw. To tam zdecydują się losy całego starcia. Tam, pomiędzy współbraćmi z Półwyspu było moje miejsce.

Pozostawiłem Borówkę wśród innych szeptunek, niosących pomoc rannym i ulgę umierającym. Sam rzuciłem się w wir walki, choć walki dotąd mi znanej nie przypominała ani trochę...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później