Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Inaczej

Dawniej to, co było potyczką, to kilkunastu wojów naprzeciw siebie stających w boju o cześć. Dawniej to, co było bitwą to drużyna stu, dwustu żołnierzy, którzy z sąsiadami spór graniczny w uczciwej walce rozstrzygali. Dawniej wojna, to straszny powiew zimowej wichury towarzyszący opowieści o wydarzeniach zza gór, snutej przy palenisku.

Sielankę dla Żywiczów zburzyły najazdy oszalałych z głodu Rębajców. Rybowcom sen zakłóciły napady dzikich zwierząt i Pasterzy z południa, a mir Nurtowców zburzyły bratobójcze waśnie. Wszystko to jednak były igraszki, nawet starcie z poplecznikami Omotnika już tu, na prawym brzegu. Bitwa we Włościanach skończyła się, nim na dobre zaczęła się rozpalić. Z tym, co działo się pośrodku obozu Stanów, Słowianie dotąd styczności nie mieli.

Wszyscy tu już zmysły postradali! Siekli bez namysłu nie patrząc nawet czy aby swojego towarzysza nie ranią. Z dzikim rykiem dopadali najbliższego woja i nie myśląc o obronie nacierali, byle tylko jak najszybciej życia pozbawić !

- Zimowit! - usłyszałem skowyt padającego nieopodal syna Grążela. Wyciągał do mnie rękę, jakby oczekiwał, że pomogę mu na drugą stronę życia przejść...

Już nie było szyku bojowego: skrzydeł, odwodów i drużyn pierwszej linii. Szalona jatka bez ładu i celu, którą tylko najdziksi przetrwają. Potworna rzeź rozgrywała się w oprawie zwierzęcych wrzasków, a odróżnić, które wściekłym atakom, a które śmiertelnym ranom towarzyszyły - nie sposób.

Jakby głaz zwalił się na mój puklerz! Zachwiałem się i nim zdążyłem pomyśleć, nim zdążyłem ocenić odległość i cel wbiłem miecz w przestrzeń przede mną. Człowiek padł bez życia. Na szczęście był to wrogi najemnik. Znów cios! Koniec ostrza przeszedł po lewym nadgarstku. Odwzajemnić natarcia nie zdążyłem. Od napastnika odgrodził mnie upadający wojownik Rybowców z rozoraną brzeszczotem twarzą.

Za jednego Żywicza umierał jeden najemnik. Za jednego Rybowca, jeden ze Stanów do Nawii podążał. Jęk padającego, bezgłowego korpusu po prawej, szczęk żelaza na wprost. Odrażający odgłos botów nurzających się w błotno-krwistej breji. Bełt, wypuszczony nie wiadomo skąd, wbił się w pierś możnego Prawobrzega, który miał już zadać mi śmierć toporem.

Krew dziko pulsowała w skroniach. Atakuj! Paruj! Zasłoń się tarczą! Tnij na odlew i na wprost! Obrazy migały jakby, to ostatnie chwile życia już były...

Wyobraźnia podsuwała obraz śmiechu Popiołców radujących się widokiem wyrzynających się wzajem Słowian... Bogowie! Miejcie nas w opiece !


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później