Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Berek

Głodny bojowiec bardziej zacięty jest w walce. Syty, chociaż nie zawsze świadomie, w pamięci ma to co, utraci razem życiem. Hamuje, go ostrożność, która biednego nie wiąże. To właśnie prawo natury sprawiło, że z rzezi zwycięsko zaczęli wychodzić Słowianie z lewego brzegu Dłużnicy.

Proporce cechów chyliły się jeden po drugim, a topniejące grupki walczyły oddzielone od innych Prawobrzegów. Tylko czekać, aż objawią się Popiołcy, którzy pewnie, jak we Włościanach, rej tu wodzili. Długo się coś nie pokazywali... Jeśli chcieli omotać nas trującą przemową grubo się pomylili. Nikt im do słowa dojść już nie da. Dlaczego się kryją? Co w zanadrzu chowają ?

Walczący obok mnie młody żerca zatrzymał się nagle w bitewnym zapale. Zamknął oczy. Twarz uniósł w górę i falującymi nozdrzami zbierał, to co świat zapachów zechciał przed nim odsłonić.

- Znów muchomory! - powiedział sam do siebie. - Ale inne niż we Włościanach. O wiele szlachetniej przyrządzone. Inne także niż te, które po sobie diabły Żmija zostawiły. Zaraz coś się wydarzy...

Miał rację. Ze środka grupy broniącej się przed Żywiczami objawił się w niebywałym skoku potężny wojownik. Oczy nie z tego świata. Siła nadludzka, szybkość magią chyba powodowana. Zapamiętał się bardzo w bitewnym szale, gdy naszym żołnierzom zadawał ból. Z łatwością odcinał ręce i nogi. Przeszywał żelazem kręgosłupy, a ciała naszych pozbawiał głów ze złym uśmiechem. Sam trafiony ran nie czuł, tylko z pianą na ustach jeszcze większym szaleństwem się w boju popisywał.

- Berek! - krzyczał. Widocznie w upojeniu wywarem zdawało mu się, że to dziecinna zabawa. - Berek !!! - powtórzył, dopadając Rybowca i zabierając mu ostatnie tchnienie...

Śmiał się dziko. Ugodzony strzałą, nie zważał na ranę, tylko jednocześnie bawiąc się w wyobraźni i sycząc z bólu oznajmiał dopadniętym wrogom: - Bersek! Bersek !

Topór wbił się w plecy Prawobrzega, lecz tylko wściekłość jego się wzmogła. Śmiał się teraz, syczał za przyczyną przebitego strzałą płuca i warczał, jak raniony dziki zwierz. Wszystkie te uczucia wyrażał w jednym wrzasku:

- Berserk! Berserk! - miotał naraz przekleństwa i ciosy mieczem.

- Nie da się diabła powalić! - krzyknął, któryś z młodzików.

- To nie diabeł, lecz człowiek z zapasem sił całego życia na usługach! - odpowiedziałem. Jest sposób nawet na takiego potwora...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później