Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Pod pieczą

Gospodarze nie widzieli nas, mimo, że szliśmy środkiem drogi. Nie! Nie chcieli nas widzieć! Ubrani znacznie gorzej od miejscowych, przybysze z dalekich zakątków, umorusani bitewnym kurzem - musieliśmy zwracać uwagę tutejszych. Ale woleli nas nie widzieć. Albo uznali, z mają większe kłopoty...

- Wiem chyba, dlaczego tak się zachowują - odezwał się nagle Świetlik. - Przystańmy pod tym starym bałwanem na pagórku. Będzie stamtąd lepszy ogląd okolicy.

Wdrapaliśmy się na niewielkie wzniesienie. Drewniany słup wbity w ziemię przewyższał dwukrotnie najwyższego z nas Zażyna. Wiatr, deszcz i czas zrobiły swoje. Wszystkie cztery lica straciły swą dawną wyrazistość, ich przymioty były ledwie widoczne. Wizerunku swarożego koła u podstaw mogliśmy się tylko domyślać. Wokół wysoka trawa. Pokrzywy, chwasty i rozrastające się krzewy dzikiej róży. Dawno nikt się temu bałwanowi nie kłaniał ani żertw mu nie składał.

- Dobre miejsce wybrałeś na swoją opowieść, Świetliku - Krokosz chyba domyślał się, co młody mędrak chce nam powiedzieć. - Pod pieczą dobrego bóstwa łatwiej będzie tych okropieństw słuchać...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później