Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Bydlęta

Wokół pagórka długie łany beru, samopszy i żyta kłaniały się falami łagodnym podmuchom wiatru. Otoczone licznymi oborami i spichrzami zamożne domostwa Prawobrzeżnych tuliły się do siebie wzdłuż dróg i ścieżek. Gdzieniegdzie nad okolicą górował młyn, albo dawny, z braku drewna przerobiony na składnicę, tartak. Gęstą siecią rowów i wykopów płynęła pojąca cały ten dostatek woda z migoczącej na widnokręgu Dłużnicy.

W odgłosach domowych bydląt nie słychać było wyrzutów. Zdrowe i zadbane pomrukiwały z rzadka skubiąc leniwie, co w korytach i na pastwiskach znalazły. Gospodarze, gdy przysiedli na chwilę przysłuchiwali się tej doskonałej niemal ciszy z zadowoleniem.

Spokoju nie psuły wrzeszczące watahy wróbli, mazurków i szczygłów. Ptaki niewiele się tu kręciły, bo i dla gniazd mało dogodnych miejsc miały. Drzewa dawno wycięto, chałupy szczelnie ocieplone nie kusiły zakamarkami, a pola wzrastały bujnie, zazdrośnie pochłaniając tylko dla nich pożywne nawozy.

Wprawdzie pozbawione wsparcia drzew gleby świeciły tu i tam jałowymi łysinami, lecz zaradni gospodarze potrafili je wykorzystać, obracając te miejsca w niewielkie kopalnie żwiru i piasku.

Przy domostwach nigdzie nie widać było starców, lubiących się przecież wygrzewać na gankach. Mało też było latorośli, które tyle zwykle tyle zamętu wprowadzają, swawoląc w obejściach. Żadne niepożądane sprawy: ani zrzędzenie dziadów ani ciągłe z licznymi dziećmi utrapienie, nie przeszkadzały gospodarzom w pykaniu fajki, po ciężkiej pracy na roli.

W towarzystwie starego, porzuconego boga czuliśmy się obco w tym bezdusznym raju.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później