Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


To nie psy

- Tam! Między chatami! - Borówka dostrzegła coś wśród zabudowań. - Co to może być ?

- Bydło wraca z pastwisk? - zastanawiał się Bażyna patrząc na kilka, kilkanaście sporych zwierząt krążących wokół domostw.

- Nie! - stanowczo zaprzeczył Zażyn. - To nie krowy. Żubrów też bym się tu nie spodziewał. Ani turów. Wyglądają zupełnie, jak...

- Psy - spokojnie dokończył za najemnika Świetlik.

- Wiem, że powinniśmy ufać twojej ocenie - z niepokojem spojrzałem na mędraka. - Jesteś dobrym myśliwym. Ale... na pewno się nie mylisz?! Nie ma tak wielkich psów !

- Przyroda takich nie stworzyła - wtrącił swoje Zażyn. - To dzieło ludzkich rąk, kierowanych butnymi i szalonymi umysłami. Nie dawałem wiary opowieściom, a teraz widzę te bestie na własne oczy !

Spojrzeliśmy w dół. Rzeczywiście, zupełnie, jak ogromne psy! Bez kłopotu sięgały pyskami okien, a gdy podnosiły się na dwóch łapach były znacznie wyższe od najroślejszych ludzi. Solidnej budowy i brązowego umaszczenia niespokojnie szukały czegoś w obejściach. Było ich najmniej dziesięć, a kolejne, co rusz wyłaniały się z wysokiego zboża.

Stworzenia nie były dzikie jak wilki, albo niedźwiedzie. Nie były też ułożone, jak rasowe psy gończe. Z pozoru spokojne, nosiły w sobie jakieś ledwie wyczuwalne piętno złej woli. Wrogość narastała w stadzie, im dłużej przebywały w osadzie i im bardziej wyczuwały inne zwierzęta i ludzi.

Od wybuchu dzieliła je tylko chwila...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później