Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Dwanaście pochodni

Odgłosy umierającej w bólu osady niemal zupełnie przestały do nas docierać. Całą uwagę skupiliśmy na otaczającej nas coraz ciaśniejszym kręgiem sforze. Powarkiwania, gardłowe szczeknięcia, odgłosy wytężonego węszenia, a za nimi potężne sylwetki tych odrażających stworzeń.

Potężna pierś. Masywne, niezwykle silnie umięśnione nogi. Ciężkie, prostokątne głowy, z wydłużonymi, płasko zakończonymi pyskami niespokojnie kiwały się i przekrzywiały na boki. Mocno umięśniona żuchwa odsłaniająca mordercze zęby i wielki kostne wały nad oczami przydawały bestiom złowrogiego oglądu. Jednak to oczy, stworzeń wyrosłych ponad prawa rządzące naturą, bezduszne, niezrozumiałe i zionące nienawiścią, budziły największą grozę.

Czym prędzej skrzesałem iskrę. Pokruszoną hubę i suchy mech podstawiłem żarowi pod nos, jako pierwszy pokarm. Maleńki ogień pojawił się natychmiast. Rósł wraz z dodawanymi strzępkami suchej kory, malutkimi, a z czasem coraz większym gałązkami.

Nasączone olejem skalnym lniane szmaty owinąłem wokół przygotowanych na ognisko szczap. Każdą zanurzyłem w buchających już płomieniach, a potem podawałem wszystkich druhom. Dwanaście pochodni falowało w naszych rękach, tworząc wokół swarożego posągu nieprzenikniony dla potworów krąg.

Jak długo ?


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później