Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Hradczyn

Nowe oszołomienie zastąpiło poprzednie. Hradczyn był piękny i potężny. Olbrzymie wały usypane wokół wielkich, wysokich jak jodły i grubych jak dęby rusztowań, wzmacniane były jeszcze olbrzymimi głazami, przecinającymi budowlę w wielu warstwach.

gdańsk przewodnik hradczyn

Strome, prawie pionowe ściany budowli dźgały powietrze zaostrzonymi palami. Jeżyły się one od zalanego wodą głębokiego rowu u podnóża, aż do szczytu, gdzie za mocnymi osłonami kryli się obrońcy miasta. Co kilkadziesiąt kroków z wału wyrastały przewyższające go jeszcze warownie, z których bystre oczy wypatrywały wrogów. Sto kroków przed nami, między czujnymi wieżami wyrastała brama.

Takich wrót także nigdy nie widzieliśmy! Z jakiegoś czarnego drewna, po skosie przecinane potężne półbale, składały się na dwa skrzydła. Wzmacniane jeszcze żelaznymi okuciami i płytami, nabijane gęsto ćwiekami i nitami, zdawały się przeszkodą nie do zdobycia. Most, który do bramy prowadził, na widok najeźdźców podniesiono i odwrócono tak, że i on błyszczał teraz śmiertelnymi ostrzami.

Niewiele zza tych potężnych umocnień widzieliśmy samego grodu. Kilka wież, niewiarygodnie wyniosłych zwieńczeń świątyń i pałaców. Olbrzymi wiatrak, napędzający dziwne, hałaśliwe urządzenia. Setki kominów buchających siwym dymem. I równy, chociaż niezrozumiały śpiew tysięcy obrońców.

- Jakże mamy pokonać taką nieziemską potęgę?! - z wybałuszonymi oczami pytał Krokosz.

- Nie wasza to rzecz! - uciął Zieleniec. - Wam mieczem wywijać kiedy każę i przeciw komu każę !


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później