Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Słowianie Niewolnicy

Kazali siadać zastępami tam, gdzieśmy stali. Złożyliśmy kije i siekiery, służące nam od wczoraj za broń. Podkasaliśmy rękawy łachów, które poprzedniego dnia zastąpiły nasze ubrania. Dali nam skórzane bukłaki z wodą i po garści prażonego prosa z mocno przesolonymi, zmielonymi podrobami. Jedliśmy łapczywie, chociaż jeszcze wczoraj nie uznalibyśmy tego za godną ucztę...

- Nie będzie łatwo się na te wały wspiąć - zagadnął młody Rębajec z naszego zastępu.

- Może tamci wylegną poza obwarowania bić się na otwartym polu? - zastanawiał się inny.

- Oby! Łatwiej będzie ich wtedy wyciąć !

- Ale i nagrody trzeba będzie między większą liczbę dzielić...

Borówka, Krokosz, Świetlik i ja nic nie mówiliśmy, czując na sobie oko Zieleńca. Ze zgrozą patrzyliśmy, jak gromady pobratymców zamieniły się w wierne i bezmyślne sługi szaleńców z pustyni.

Kto nam to posłuszeństwo wpoił tak głęboko - zastanawiałem się w trwodze - że obcy bat, który dopiero co wczoraj zgiął nasze karki już się taki zwyczajny wydaje? Mieliśmy przecież wyrąbać sobie wolność, a tutaj każdy bezrozumnie poddawał się obłąkanemu księciu! Nieważne czy ze strachu czy za obietnicę nagrody...

Czy taka już dola Słowian na wieki?! Czy można się od tego smutnego losu wyzwolić? A może to już niemożliwe? Może ci, którzy wokół skwapliwie z ręki nowego pana resztki przyjmują muszą zginąć, żeby inni mogli być wolnymi?!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później