Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Jazda Nałęczów

Ciżba uchodźców, która szerokim strumieniem zalewała jeszcze niedawno otaczającą Hradczyn równinę gdzieś zniknęła. Niektórych, jak nas, zwabiono do Chechła i przerobiono na piechotę Nałęczów. Części udało się znaleźć schronienie wewnątrz miejskich murów i ci błogosławili teraz pewnie dobroć mieszczan i Popiołców. Reszta, przeczuwając nadchodzące starcie czym prędzej uciekła szukając ratunku z dala od stolicy.

W ciszę wypełniającą późny już poranek wbił się tętent kopyt dochodzący zza naszych pleców. Początkowo tylko kurz zdradzał przybywające oddziały, lecz po kilku zaledwie chwilach można już było poznać nadciągające roty. Kilka setek, może nawet tysiąc jeźdźców, osłoniętych żelazem, srebrem, złotem i wszystkimi szlachetnymi kruszcami, jakie tylko można ziemi wydrzeć.

Hufce Nałęczów z potężnym, głuchym dźwiękiem przerwali spokój wstającego dnia. Jeden po drugim mijali zastępy piechoty, by na dany znak ustawić się na wprost, choć w pewnym oddaleniu od głównego wejścia do Hradczyna.

Na ich czele stanął sam książę, Nałęcz Rudy, w zbroi zdobnej nie tylko drogimi metalami, ale także rubinami, dużymi bryłkami żywicy i pięknie oszlifowanymi klejnotami z krzemienia pasiastego. Czerwone proporce, niesione przez jego przybocznych dodawały mu jeszcze dostojeństwa.

Gdy konni ustawili się już w szyku, nasi dowódcy i nas zaczęli, krzykiem i kijami, ustawiać w równe szeregi, które najeżone prostą bronią utworzyły korytarz od miejsca, gdzie czekała jazda Nałęczów do bramy Hradczyna.

- Wyjdźcie! - zawołał Nałęcz Rudy. - Otwórzcie wrota przed prawowitym władcą tej krainy !


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później