Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Jazda Popiołców

Nikt z nas nie oczekiwał, że obrońcy stolicy odpowiedzą na to wezwanie. A jednak po pewnym czasie, potężne, wrota drgnęły. Najpierw coś głucho tąpnęło. Później skrzypienia i trzaski powtarzały się coraz częściej, aż wreszcie miarowemu stukotowi zaczęła towarzyszyć powiększająca się przestrzeń między rozchylającymi się skrzydłami wejścia.

Dużo czasu i jeszcze więcej wysiłku zajęło pełne otwarcie bramy i opuszczenie mostu. Gdy w końcu to się stało wewnątrz grodu ukazał się widok, który nas przeraził. W równym szeregu, w surowych, czarnych okuciach stanęli niezwyciężeni, budzący zgrozę jeźdźcy Popiołców. Pięciuset. Chyba wszyscy, którzy przybyli na ziemie Białej Wody.

Na dany znak ruszyli, nierównym krokiem kopyt oszczędzając most. Gdy już cała drużyna opuściła miasto ustawiła się w wojennym szyku, po czterech w rzędzie, po cztery rzędy w rocie.

Popiołcy Ruszyli. Naprzeciw nim ruszyła jazda Nałęczów. Ziemia dudniła. Dudniły serca wszystkich nas uwięzionych w szeregach piechoty. Oba oddziały przyspieszyły nieco. Tylko chwile dzieliły nas od starcia. Szli na siebie w milczeniu, coraz bardziej spinając ostrogi.

Wiedziałem, że gdy zetrą się w pancernym boju, nam, piechocie przypadnie szarpanie tych, którzy od bitwy się oddalili lub pospadali z koni. Świetlik wiedział, że ze dwudziestu nas odda życie, zanim jeden rycerz w żelaznej puszce wyzionie ducha. Borówka wiedziała, że dla niej, jako szeptunki, zajecia tu nie będzie. Krokosz zmrużył oczy w modlitwie.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później